Nowy numer 43/2020 Archiwum

2077 dni martyrologii wielu narodów

Od przekroczenia bramy obozu aż do jego wyzwolenia nie byłem Czesławem. Byłem tylko numerem 79152...

Już drugiego dnia II wojny światowej do obozu koncentracyjnego w Sztutowie przybyły pierwsze transporty więźniów. – To było ok. 150 Polaków zatrzymanych poprzedniego dnia w Gdańsku. Od razu zapędzono ich do morderczej pracy przy budowie obozu. I tak już 2 września 1939 r. rozpoczęła się trwająca 2077 dni historia tego miejsca martyrologii wielu narodów – mówił dyrektor muzeum Piotr Tarnowski podczas obchodów 81. rocznicy przybycia pierwszego transportu więźniów do KL Stutthof.

– Wszyscy, którzy tu przybyliśmy, dziś tworzymy koalicję pamięci – zwracał się do uczestników uroczystości. Swoją obecnością obchody zaszczycili także byli więźniowie KL Stutthof. Z przesłaniem do zgromadzonych zwrócił się Czesław Lewandowski ps. Bystry, członek Szarych Szeregów, uczestnik powstania warszawskiego. Do obozu trafił 31 sierpnia 1944 r., pojmany w czasie wykonywania zadań patrolowych na Marymoncie.

– Jestem jednym z tych szczęśliwców, którym los pozwolił przeżyć piekło tej fabryki śmierci, jakim był obóz koncentracyjny Stutthof – mówił. – Wspomnienia z przybycia i przebywania w obozie są i pozostaną przerażające, pewnie do końca moich dni... Pan Czesław opowiadał o codziennej grozie śmierci, walce o przeżycie i nieustannej przemocy ze strony władz obozowych. – To była cała naukowa procedura pozbawienia więźniów człowieczeństwa i odebrania im wiary w możliwość przeżycia oraz uśmiercania ich na różne sposoby – wspominał.

Więźniów pozbawiano tożsamości. – Od przekroczenia bramy obozu aż do jego wyzwolenia nie byłem Czesławem. Byłem tylko numerem 79152. Tylko tak mogłem mówić o sobie i tylko tak zwracać się do kapo czy innych – opowiadał. Czesław Lewandowski pracował w obozie m.in. przy rozładunku barek czy też jako szlifierz w zakładach Schichaua w Elblągu. Ewakuowany w marszu śmierci, został wyzwolony przez Armię Czerwoną w okolicach Lęborka. Jak co roku obchody rozpoczęły się Mszą św. na terenie dawnego krematorium obozu koncentracyjnego. Eucharystii przewodniczył biskup elbląski Jacek Jezierski.

W homilii przypominał, że straszliwe machiny obozów koncentracyjnych to wytwór XX wieku, a ludzkość wcześniej nie zaznała podobnych okrucieństw, jakich doświadczali ich więźniowie. – Do KL Stutthof w pierwszej fazie jego istnienia z Gdańska i Pomorza przywożono Polaków i Żydów, zwłaszcza przedstawicieli inteligencji. Tych, których uznawano za liderów lokalnych społeczności – przypominał pasterz diecezji elbląskiej. Jednocześnie przywoływał słowa z Listu św. Pawła do Rzymian, w którym apostoł pisze: „Wszyscy staniemy przed trybunałem Boga” (Rz 14,10–12). – Patrząc na życie obozów koncentracyjnych, dowiadujemy się, do czego prowadzi pogarda i nienawiść wobec jakiegoś narodu, a także wobec jakiejś społeczności – zwracał uwagę. Kapłan podkreślał, że miejsca takie jak KL Stutthof to strefy, gdzie przekroczono granice, których przekraczać się nie powinno.

– Tą granicą są prawa narodów do istnienia i do życia w pokoju. Są to prawa osób do pielęgnowania własnej przynależności narodowej i religijnej. Są to wreszcie prawa uwięzionych i jeńców do ludzkiego traktowania – mówił. Biskup Jezierski przypominał, że dzieje się tak, gdyż istnieje prawo moralne, które obowiązuje każdego. – Ono wymaga, aby nie wyrządzać krzywdy i traktować oględnie nawet wroga. To prawo obowiązuje zawsze, wszędzie i wszystkich. Ono zostało wpisane w naszą ludzką naturę, w nasze sumienie. Wszyscy staniemy przed trybunałem Boga, a on upomni się o skrzywdzonych – podsumowywał.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama