Nowy numer 24/2021 Archiwum

Maciek prowadzi nas do zbawienia

3 stycznia skończy 17 lat. Niedawno wspólnie z innymi osobami przyjął sakrament bierzmowania w kościele Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Malborku. Było to możliwe, choć cierpi na dziecięce porażenie mózgowe.

Ksiądz, który zajmował się przygotowaniem młodzieży do przyjęcia sakramentu, sam podszedł do rodziców chłopca i zapytał ich, czy nie chcieliby, by Maciek przystąpił do bierzmowania. – Oczywiście, że chcieliśmy – wspomina Joanna Piątek, mama Maćka. Oboje rodzice przyznają jednak, że to pytanie ich zaskoczyło. Myśleli, że coś takiego nie będzie możliwe. – Byłem jego świadkiem bierzmowania. Trzymając go za ramię, czułem, że był radosny. Maciek to przeżywał, a ja razem z nim – opowiada Janusz Piątek, jego tata.

Natchnienie Ducha

Niesamowitą radość chłopak okazuje także, gdy do rodzinnego domu przyjeżdża jego rodzeństwo. Najstarsza siostra ma 32 lata, a najmłodsza – 10. Sam jest dziewiątym dzieckiem; miał siostrę bliźniaczkę, która odeszła krótko po urodzeniu. Tamta bliźniacza ciąża od początku była zagrożona. Od 20. tygodnia ciąży pani Joanna leżała w szpitalu, a dzieci urodziły się w 25. tygodniu. Chłopiec ochrzczony zastał tuż po wypisaniu ze szpitala. Po kilku latach – jak inne dzieci – przystąpił do Pierwszej Komunii św.

– Trudno powiedzieć, że my go w jakikolwiek sposób przygotowywaliśmy do tego, bo Maciek nie rozumie tak dużo jak zdrowe dzieci. Nie nauczy się katechizmu, jego przygotowaniem było chodzenie w niedzielę na Mszę św. – opowiada pani Joanna. – Uczestniczymy w życiu Kościoła, ewangelizujemy, również w każdą niedzielę odmawiamy z dziećmi Laudesy i rozmawiamy z nimi o doświadczeniu Boga w swoim życiu; od 1986 r. jestem z mężem na Drodze Neokatechumenalnej. To wystarczyło księdzu, który zdecydował, że Maciek przystąpi do Komunii św. – dodaje.

Do Pierwszej Komunii św. chłopiec miał przystąpić ze swoimi rówieśnikami, jednak kapłan udzielił mu jej wcześniej. – To z pewnością było natchnienie Ducha Świętego. W Wielki Czwartek jak zwykle podeszliśmy z mężem do Komunii i wtedy kapłan udzielił mu sakramentu. Był to ksiądz, który zna go od maleńkości. Gdy Maciek dostał Komunię, bardzo się cieszył. To było coś niesamowitego. Pokazywał na siebie: „Dla mnie, dla mnie. Ja dostałem” – coś takiego wyrażały jego gesty. To była radość nie do opisania. Oznaczało to także, że w Paschę Maciek mógł uczestniczyć już w pełni w całonocnym czuwaniu– opowiada pani Joanna.

Rozumiemy się

W wychowywanie dziecka z niepełnosprawnością wpisane są ciągłe wizyty u lekarzy różnych specjalności. Stawianie kolejnych diagnoz, szukanie możliwych dróg pomocy... – Jak z każdym dzieckiem są większe i mniejsze problemy, takich rzeczy nie unikniemy. Są nerwy, też jak z każdym dzieckiem. Dla mnie kłopoty to rzecz normalna – mówi pan Janusz. Przyznaje przy tym, że Maćkowi pewne rzeczy trzeba tłumaczyć inaczej niż innym dzieciom i nie zawsze ma się pewność, czy wszystko zrozumiał. Nastolatek jest wychowankiem Ośrodka Rehabilitacyjno-Edukacyjno-Wychowawczego w Lasowicach Wielkich (OREW). Każdego dnia przed godz. 8 przyjeżdża stamtąd po niego specjalny samochód, a odwozi po godz. 14.

Lekarze mówili, że chłopiec będzie roślinką. Jego mama podejrzewa, że gdyby nie rehabilitacja, mogłoby się tak stać. – Mówili nam, że będzie to „człowiek do karmienia i przewijania”. A uważam, że Maciek funkcjonuje bardzo fajnie. Sam je, po domu chodzi niezdarnie, ale samodzielnie. Wózka potrzebuje tylko na dłuższe spacery. Komunikuje się z nami, także przez swój komputer i komunikator. Rozumiemy się – zapewnia pani Joanna. Opowiadając o synku innym, kobieta bardzo często przytacza pewną historię z okresu, kiedy Maciek jeszcze nie chodził, ale już trzymany za rękę stał. Rodzice pojechali z nim do lekarza do Poznania. – Ten spojrzał na niego i powiedział: „On nigdy nie będzie chodził”. Słysząc to, pomyślałam: „O ty dziadu. My ci jeszcze pokażemy” – wspomina pani Joanna.

– I pokazaliśmy. Może Maciek nie chodzi jak zdrowy człowiek, kolana zawsze ma ugięte, ale chodzi. Mnie to wystarczy... Dwa lata temu utworzyła „Bazar dla Maćka”, poprzez który sprzedaje różne własnoręcznie zdobione techniką decoupage przedmioty: ozdobne pudełka i szkatułki, zakładki do książek itp. Dochód ze sprzedaży tych rzeczy przeznaczany jest na rehabilitację chłopca, choć ostatnio zainteresowanie nimi spadło. Pani Joanna uśmiecha się, że „znajomi już się obkupili”, ale rozumie też, że sytuacja finansowa wielu osób jest niedobra.

Maciek jest pod opieką Fundacji Dzieciom „Zdążyć z Pomocą”, na rehabilitację chłopca każdy może przekazać 1 proc. z podatku. Zbierane są plastikowe nakrętki, firmy przekazują darowizny. Niedawno znajomy rodziny, biegając dla Maćka, uzbierał prawie 2 tys. zł. Kilka lat temu inny znajomy zorganizował w malborskim pubie Baszta dwa koncerty – młodzież zebrała ok. 900 zł. Rodzice chłopca zgodnie mówią, że Maciek dany im został dla ich zbawienia. – On tak naprawdę nam jest potrzebny, a nie my jemu. On jest nam potrzebny, żebyśmy mieli inne podejście do ludzi. Nie patrzyli z góry, stawiając się na miejscu Pana Boga, żebyśmy wiedzieli, że nie każdy jest zdrowy. Są też tacy ludzie jak Maciek – podsumowuje pan Janusz.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama