Nowy numer 24/2021 Archiwum

Ty, Boże, widzisz w tym sens

– Tworzę m.in. filmiki nawiązujące do wydarzeń bieżących. Dla mnie są one z jednej strony odpowiedzią na realne pytania młodych, a z drugiej – formą łapania z nimi kontaktu, by później pociągnąć ich do głębszej więzi z Jezusem – mówi ks. Rafał Główczyński SDS, duszpasterz młodzieży w parafii św. Brata Alberta w Elblągu i youtuber.

Agata Bruchwald: Kanał „Ksiądz z osiedla” to wciąż młody projekt, ale liczba odsłon kolejnych filmików na nim zamieszczanych pokazuje, że cieszy się coraz większą popularnością. Czy gdyby nie pandemia, zostałby Ksiądz youtuberem?

ks. Rafał Główczyński: Absolutnie nie. Nigdy nie chciałem zaistnieć w internecie. Miałem świadomość, jak bardzo czasochłonna jest taka działalność. Nie widziałem nawet możliwości rozpoczynania czegoś nowego. Wystarczało mi to, co na co dzień robiłem z moją młodzieżą z parafii i Technikum Mechanicznego, gdzie uczę.

Zadecydował przypadek?

Trwała już pandemia, a ja chciałem puścić młodym z TM wielkopostne rekolekcje internetowe. Zacząłem szukać czegoś, co w moim odczuciu by do nich trafiło. Nie znalazłem. Zacząłem więc prosić innych księży o nagranie rekolekcji. Odpowiadali, że mają dużo zajęć i nie są w stanie ich przygotować. W tym czasie moja uczennica dodała mnie do facebookowej grupy „Jaka to wóda?”, gdzie zamieszczane są „bardzo praktyczne” rady, np. jak pić, żeby szybko się nie upić. Należało wtedy do niej ponad 20 tys. osób. Napisałem do nich: „Szczęść Boże, jestem księdzem. Nie jestem może ekspertem, jeśli idzie o picie, ale jeśli ktoś chciałby porozmawiać, albo żebym pomodlił się za niego, niech da znać”. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu pod postem zaczęły pojawiać się lajki i pozytywne komentarze. Pojawił się nawet wpis moderatora: „Gdyby ktokolwiek jeszcze chciał coś negatywnego pisać na księdza, to zostanie usunięty z grupy na rok”. To mnie bardzo, bardzo zdziwiło. Przez cały czas myślałem o rekolekcjach. Powiedziałem: „Panie Boże, zrobimy mały »układzik«. Nie chcę osobiście robić tych rekolekcji, bo to trudne. Ale jeśli grupa będzie chciała mi w tym pomóc, to uznam, że Ty widzisz w tym sens”. Napisałem kolejnego posta. Podziękowałem za miłe przyjęcie i zapytałem młodzież, czy chciałaby mi pomóc w przygotowaniu rekolekcji. Poprosiłem, by odpowiedzieli na trzy pytania: „Dlaczego już nie wierzysz?”, „Co w życiu boli?”, „Co w życiu daje szczęście?”. Spodziewałem się skąpych odpowiedzi, a tu – ku mojemu zdziwieniu – znów pozytywna reakcja. Dostałem bardzo dużo odpowiedzi pokazujących, że te pytania dla młodzieży są ważne. „Panie Boże, to będzie masakra! To nie tak miało być, ale jeśli chcesz, ja robię” – powiedziałem. Myślałem, że moja youtube’owa działalność zakończy się wraz z zakończeniem rekolekcji. Ale te nagrania ludzie wciąż oglądali, miały tysiące odsłon. Zacząłem otrzymywać wiele wiadomości. Ludzie pisali do mnie, że nie wierzą, są daleko od Kościoła, przeżywają osobiste trudności, a te treści były dla nich pomocne. Zacząłem się zastanawiać: czy zakończyć to, czy – skoro trafiło do ludzi, którzy są daleko od Kościoła – kontynuować? Wiele osób mówiło mi, żebym kontynuował, bo z tego może powstać coś dobrego.

Być duszpasterzem – co to dla Księdza oznacza?

Towarzyszenie ludziom na różnych etapach ich życia. Podobają mi się słowa papieża Franciszka o tym, że być duszpasterzem to znaczy być przed owcami, z owcami, a czasami za owcami. Odczytuję to w ten sposób, że powierzone mi osoby mam prowadzić do Jezusa, ale też mam spędzać między nimi tyle czasu, żeby poczuć ich klimat. Zobaczyć, co w tym momencie jest dla nich trudne, w czym potrzebują pomocy. Być za nimi – to dać się poprowadzić, usłyszeć, kiedy mówią: „Księże, porozmawiajmy na ten temat, bo to jest dla nas ważne”. Ostatnio pytali mnie m.in. o sprawę kard. Stanisława Dziwisza i o. Tadeusza Rydzyka, innym razem – o używki...

W internecie jest mnóstwo filmików, także ewangelizacyjnych. O tym, który obejrzy internauta, decyduje jego atrakcyjność. Z jednej strony jest nauczanie, a z drugiej – sposób przekazu. Jak Ksiądz pilnuje tej cienkiej granicy, by odbiorcy – przede wszystkim ludzie młodzi – czekali na głoszone rekolekcje, rozważania do Ewangelii, a nie jedynie kolejny fajny filmik „ziomka z sąsiedztwa”?

Przez internet – przynajmniej potencjalnie – możemy zyskać dostęp do ogromnej liczby osób. Musimy jednak mieć świadomość, że wybierają one jedynie te treści, które interesują je w tym konkretnym momencie. Są tacy, którzy na swoim etapie życia szukają tylko „jakiegoś ziomka”. Niektórzy zaczynają od rzeczy błahych, ale później wchodzą głębiej. Ja staram się działać dwutorowo. Z jednej strony robię odcinki na tematy, które interesują większą część osób – Strajk Kobiet, wywiad z Patrykiem Vegą, komentarz do filmu braci Sekielskich. Dzięki nim zwiększyła się grupa moich odbiorców, bo te odcinki miały ponad 100 tys. wyświetleń. Później mogę do nich dotrzeć z treściami ewangelicznymi. Realizuję cykl filmików „Ewangelia w kapturze”. Są to typowe niedzielne kazania, które ukazują się co tydzień. Tam głoszę. Pozostałe odcinki – jak już mówiłem – nawiązują do wydarzeń bieżących. Dla mnie są one z jednej strony odpowiedzią na realne pytania młodych, na to, co ich frapuje, z drugiej strony – formą łapania z nimi kontaktu, by później pociągnąć ich do głębszej więzi z Jezusem.

Musi być jednak coś, co wyróżnia przygotowywane przez Księdza materiały na tematy bieżące od pozostałych publikowanych w sieci.

Dla mnie każdy odcinek, który przygotowuję, to próba ewangelizacji. Zazwyczaj mają one podobną formę. Najpierw zbieram opinie młodych na dany temat. Daję znać, że ja ich głos słyszę, jest on dla mnie ważny. Później odnoszę się do tego i pokazuję, jaki jest w tej sprawie głos Kościoła – głos Pana Boga. Zawsze jest to dla mnie najważniejszy element nagrania, choć nie zawsze dominujący, jeśli idzie o ilość poświęconego mu czasu. Odcinek o Strajku Kobiet rozpoczyna się od wypowiedzi osób, które tam spotkałem. W ten sposób chciałem pokazać, jak oni się różnią. W ostatniej części materiału zaprezentowałem stanowisko Kościoła na temat aborcji. Starałem się mocno podkreślić, kiedy zaczyna i kiedy kończy się życie. Po opublikowaniu go dostałem wiele wiadomości zwrotnych od tych, którym ten odcinek pomógł pewne rzeczy sobie uporządkować.

W kolejnych filmikach zadaje Ksiądz wiele pytań. Czasami słychać zarzuty, że zostawia Ksiądz widzów z pytaniami zbyt trudnymi…

Problemem na YouTube są pewne ograniczenia. Sądzę, że filmik, aby był obejrzany do końca, nie może trwać dłużej niż dwadzieścia kilka minut. To powoduje, że nie na wszystkie pytania jestem w stanie odpowiedzieć. Wiele tematów jest wielowątkowych, nie da się więc ich wyczerpać w jednym odcinku. Z drugiej strony te pytania są na tyle istotne, że nie można ich pominąć. Wybór treści zawsze jest subiektywny. Poruszam te wątki, które w danym momencie wydają mi się dla problemu najistotniejsze.

Czekamy na zakończenie pandemii i zniesienie ograniczeń, żebyśmy znów mogli np. normalnie w kościele uczestniczyć we Mszy św. Jak widzi Ksiądz swoją pracę po pandemii? Co zrobić, żeby jak najwięcej osób wróciło do Kościoła, a może nawet by i inni po raz pierwszy poczuli się jego częścią?

Osobiście jestem ciekaw, jak w praktyce będzie to wyglądać. Mam też swoje prywatne obawy, bo czas pandemii, niestety, jest trudny dla Kościoła także ze względu na kolejne afery, skandale. Bardzo zradykalizował się spór aborcyjny i przybrał formę antykościelną. Zaczęły pojawiać się kolejne inicjatywy pomagające ludziom w apostazji. To są rzeczy, które z naszego punktu widzenia mogą przynieść negatywne efekty. Z tym problemem będziemy musieli się zmierzyć. Według mnie to, co można zrobić, to wyjść do (i po) ludzi, którzy się pozamykali, schowali w swoich domach. A iść można na rozmaite sposoby; dla mnie formą wyjścia do nich jest kanał na YouTube. W parafii być może będziemy musieli zorganizować uliczną ewangelizację. Wydarzenia, żeby pokazać ludziom: „tu jest wasz dom, Bóg, Kościół i księża, którzy chcą wam służyć – być dla was wsparciem”. Jak to będzie wyglądało w praktyce, czas pokaże. Nie wiemy, jakie będą możliwości i potrzeby w poszczególnych parafiach. Faktem jest, że w różnych miejscach skala problemu będzie się różniła. Przypuszczam, że najbardziej dotknięta będzie społeczność dużych miast. Od znajomych księży słyszę, że nawet gdy ograniczenia były zmniejszane w kościołach, i tak było mniej osób niż jeszcze kilka miesięcy wcześniej. Pytanie, na ile to strach, a na ile efekt innych czynników... Cały czas aktualne są słowa: „żniwo wielkie, robotników mało”. Trzeba będzie mocno się narobić. Potrzebna jest modlitwa za cały Kościół, żeby udało się nam nie tylko podnieść po tym trudnym czasie, ale i obudzić z nowym zapałem ewangelizacyjnym, bo też faktem jest, że już przed pandemią widoczny był problem odchodzenia ludzi od Kościoła. Wielu spośród tych, którzy dziś mówią o odejściu z niego, już wcześniej w nim nie było. Być może pandemia w wyrazisty sposób ukazała problem, który już istniał? Dużo osób w kościele było fizycznie, ale nie sercem. Wtedy należało ich chwycić, ale to nam umknęło. Nas, księży, i katolików świeckich najprawdopodobniej czeka mocny wstrząs. Będzie to czas, kiedy będziemy musieli mocniej przylgnąć do Chrystusa i zacząć bardziej walczyć o bliskich, by byli bliżej Zbawiciela.


agata.bruchwald@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama