GN 24/2021 Archiwum

To jest moja droga

Choć charakterystyczna dla tej wędrówki jest samotność, pielgrzymi bardzo często doświadczają życzliwości innych.

Przygoda Artura Olszewskiego z pielgrzymowaniem Camino zaczęła się w maju 2017 r., gdy usłyszał, z jak wielką pasją opowiada o niej Tamara Frączkowska z Elbląskiego Klubu Przyjaciół Pomorskiej Drogi św. Jakuba, i otrzymał zaproszenie, by przejść odcinek z Braniewa do Fromborka.

– Zawsze robiłem coś związanego z wysiłkiem fizycznym, starałem się dbać o siebie. Dostałem paszport i postanowiłem pójść – mówi. Ta forma pielgrzymowania spodobała mu się. W paszporcie pojawiła się pierwsza pieczątka, a że – jak o sobie mówi – jest „zadaniowy”, postanowił pójść dalej, w kierunku Szczecina i Świnoujścia. To wędrowanie trwało dwa lata. Najczęściej chodził w weekendy. Na ostatni etap wędrówki wykorzystał urlop, szedł ciągiem przez dziewięć dni. Dziś pan Artur podkreśla, że pielgrzymowanie Jakubowym szlakiem to przede wszystkim przeżycie duchowe. Pątnik czuje w drodze obecność Boga, ale jest to też wysiłek fizyczny, bo dziennie trzeba iść od 10 do 12 godzin. Zaś wyznaczona trasa, podobnie jak w innych częściach Europy, podzielona jest na odcinki 20-, 40-kilometrowe. Jednak pielgrzymowanie to nie tylko moment, gdy z plecakiem wyrusza się w trasę...

– Myślę, że pielgrzymem jestem przez cały czas, bo do drogi najpierw trzeba się przygotować, później uczestniczyć w niej i jej doświadczać – tłumaczy pan Artur. Pątnikowi z Elbląga zdarzało się wędrować samotnie i właśnie wtedy mocniej przeżywał drogę niż w momencie, gdy szedł z drugą osobą, choć wtedy plusem było to, że miał przy sobie kogoś, kto mógłby mu pomóc, gdyby była taka potrzeba. – Idąc samotnie, doświadczałem ciszy, nie było rozmów. Musiałem liczyć jedynie na siebie. Nie miałem zewnętrznego wsparcia – wspomina. – Moim celem był Szczecin, Świnoujście. Osiągnąłem go – dodaje pan Artur.

Najcenniejszą pamiątką tamtej dwuletniej wędrówki dla niego jest dziś paszport pielgrzyma. – Żaden paszport nie jest taki sam, bo ten mówi o mojej drodze. Układ stempli z kolejnych kościołów i miejsc, do których dociera pielgrzym, nie powtórzy się w innym paszporcie – zapewnia. Pan Artur z dużą pasją opowiada o wędrówce drogami św. Jakuba w kraju, a wyjście na te na Półwyspie Iberyjskim określa mianem bardzo odległego marzenia. Ale także rodzime szlaki dostarczyły mu nietypowych wrażeń. Niektórych z tych doświadczeń wolałby już nigdy nie powtórzyć.

– Wędrując raz odcinkiem zachodniopomorskim, natknąłem się na wilka. Patrzył na mnie z odległości 10 metrów, a ja patrzyłem się na niego. Uśmiechnąłem się i... on poszedł w swoją stronę, a ja w swoją – wspomina. Charakterystyczna dla wędrówki Drogą św. Jakuba jest samotność. Pielgrzym raczej nie nawiązuje nowych znajomości, jednak poznaje ogromną życzliwość ludzi, których spotyka w miejscach noclegowych.

– Na słowo „pielgrzym” otwierają się serca ludzi – mówi pan Artur. Miło wspomina momenty, gdy dochodząc na nocleg, widział, że czekało na niego nie tylko miejsce, w którym mógł odpocząć, ale i talerz ciepłej zupy. Doświadczenie pielgrzymowania ma wpływ na całe życie. – To powiedzenie jest powszechne, ale muszę je powtórzyć: przez ten trud wędrówki i dzięki pomocy św. Jakuba stałem się lepszym człowiekiem. W trasie były momenty, gdy było naprawdę ciężko. Wiedziałem wtedy, że patron tej wędrówki czuwa – podsumowuje pan Artur.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama