GN 24/2021 Archiwum

Zajęcia z wolnego czasu

– Często nadajemy znaczenie czynnościom bez znaczenia, a wszystko, co nas otacza, staje się artefaktem – twierdzi Filip Gawliński i zachęca do odkrywania od nowa, czym jest codzienność.

To jedyne takie muzeum w Polsce, a może i na świecie. Jest to miejsce, gdzie można odbyć kurs wolnego czytania, wziąć udział w warsztatach smakowania śniadań, jak również w warsztatach wylegiwania się. Można nauczyć się właściwego prowadzenia rozmowy, pogawędki, dyskusji i sporu oraz dowiedzieć się, czym różni się rozmowa od paplaniny i bełkotu. Dla bardziej wymagających znajdzie się też kurs patrzenia i widzenia, zajęcia ze słuchania muzyki z patefonu czy pisania listów i widokówek z wakacji.

Te wszystkie nieszablonowe atrakcje proponuje Muzeum Wolnego Czasu w Krynicy Morskiej. Jak wyjaśniają pomysłodawcy i założyciele placówki, Filip i Maria Gawlińscy, te wszystkie żartobliwe hasła mają być jedynie zwróceniem uwagi na to, jak podchodzimy do rzeczy powszednich.

– Coraz częściej naszą codzienność przestajemy traktować jako właśnie codzienność – twierdzi F. Gawliński. – Często nadajemy znaczenie czynnościom bez znaczenia, a wszystko, co nas otacza, staje się artefaktem. Poprzez często absurdalne nobilitowanie przedmiotów ludzie zaczynają przeceniać strefę materialną w swoim życiu – uważa. Państwo Gawlińscy tłumaczą, że właśnie dlatego najważniejszym „eksponatem” w ich muzeum jest... czas. – Chodzi o to, aby nie traktować każdego codziennego gestu jako wyjątkowego zjawiska, czegoś, co za każdym razem koniecznie musimy uwiecznić, skatalogować, zapisać, czym trzeba podzielić się z innymi, np. na mediach społecznościowych – zwraca uwagę pan Filip. Pomysłodawcom muzeum zależy, żeby było ono symbolicznym przypomnieniem o sferze duchowej.

– Bo kiedy człowiek zaczyna myśleć o życiu wiecznym, wówczas nie przeszkadza mu to, że coś się np. zniszczyło. Nie smuci go, że minął dzień, miesiąc czy rok. Nie dręczą go zmarszczki. Bo jeśli duchowo jest młody, to nie dotyka go to, że coś przemija – uważa pani Maria. – Bo tu nie chodzi tylko o wolny czas, ale o coś, co nazywam wolnością w czasie – dodaje. Nie znaczy to jednak, że w krynickim muzeum nie ma eksponatów materialnych. – Służą one podkreślaniu znaczenia wolnego czasu – wyjaśnia F. Gawliński. – Po pierwsze jest to drewniany dom, który jest XIX-wiecznym przykładem architektury Mierzei Wiślanej. Aby powstał, potrzeba było niezmiernie dużo czasu; sam proces sezonowania drewna sosnowego, z którego dom jest wykonany, trwał co najmniej kilkadziesiąt lat; czas jego konstruowania w XIX w. – zapewne kilka miesięcy – opowiada.

W muzeum można zobaczyć także obrazy, rzeźby i płyty gramofonowe, a także fotele, szezlongi, sofy, łóżka, leżaki i inne meble sprzyjające wypoczynkowi. – To wszystko pozwala nam przypomnieć sobie, że możemy żyć prościej – podsumowuje małżeństwo. Państwo Gawlińscy nie tylko promują prostszy styl życia, ale sami go praktykują. Już kilka lat temu przeprowadzili się do drewnianego domu na Żuławach. Hodują tam zwierzęta, uprawiają rośliny, produkują własny ser. – Poprzez nasze muzeum chcemy przypominać, że takie nieskomplikowane spędzanie czasu, bez wiecznej gonitwy, ma swój urok, za którym w naszej ocenie podświadomie każdy z nas w jakiś sposób tęskni – dodają.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama