GN 24/2021 Archiwum

Inne niż zwykle

– Będzie mi brakowało nawet tych kolejek do umywalki o szóstej rano – śmieje się Paulina Borowska.

Mariańskie Spotkanie Młodych odbywa się corocznie w Górze Kalwarii k. Warszawy, gdzie pochowany jest założyciel Zgromadzenia Księży Marianów – św. o. Stanisław Papczyński. Zazwyczaj w pierwszy weekend po 18 maja, kiedy obchodzimy rocznicę jego urodzin, zjeżdżają się tam młodzi ludzie z parafii prowadzonych przez to zgromadzenie z całego kraju. W tym roku, ze względu na obostrzenia, będzie zupełnie inaczej. Do Góry Kalwarii pojadą wyłącznie reprezentanci mariańskich wspólnot młodzieżowych w niewielkich grupach, wraz z księżmi opiekunami.

– Wiadomo, że w jakimś stopniu takie rozwiązanie nas smuci. Bo Marianki to dla mnie już tradycja. Zawsze tam jeździłam. Na początku jako młody uczestnik, który wchodzi w tajniki wiary. Potem już jako coraz bardziej doświadczony, a następnie jako prowadzący, wchodzący w skład ekipy przygotowującej te spotkania, aż po opiekuna grupy wyjazdowej – opowiada Karolina Olbryś, uczestniczka kilkunastu spotkań w Górze Kalwarii. – Obecnie to byłyby moje 14. Marianki. Biorąc pod uwagę, że to połowa mojego życia, jest to szmat czasu – uśmiecha się. Elbląską parafię Wszystkich Świętych będzie w tym roku reprezentować pięć osób, w Paulina Borowska.

– Wyjazd na tegoroczne Marianki jest... słodko-gorzki. A to dlatego, że uczestniczyłam do tej pory w trzech spotkaniach i wiem, co tracimy przez pandemię. Ale jestem też wdzięczna, że będę mogła być na miejscu – modlić się, adorować i słuchać katechezy na żywo to zupełnie inna jakość przeżywania niż transmisja, która choć bardzo pomocna, nie daje poczucia jedności, które zawsze było na Mariankach – mówi. Jak opowiada, Mariańskie Spotkanie Młodych jest czasem, który poświęcamy Panu Bogu, ale też drugiemu człowiekowi. Co roku był to festiwal, podczas którego każdy z uczestników mógł odnaleźć coś dla siebie. Organizatorzy zapraszali więc na koncerty, wspólne śpiewanie, przedstawienia teatralne, warsztaty, katechezy i nie tylko. Na plakacie tegorocznego spotkania znalazło się hasło: „Medytacja/ Adoracja/ Uwielbienie/ Spowiedź/ Eucharystia/ Rozmowa/ Integracja”.

– Chyba każdy z tych punktów mnie ekscytuje, bo za każdym z nich się stęskniłam. Chociaż gdybym miała wybrać jedną rzecz, za którą tęsknię najmocniej, to będzie to adoracja, uwielbienie, ponieważ dużo wtedy śpiewamy, a dla mnie to najlepsza i najszczersza forma modlitwy – opowiada Paulina. Karolina przyznaje, że także właśnie z tych powodów żałuje, że nie będzie w tym roku w Górze Kalwarii. – Przez tyle lat – można powiedzieć: doświadczyłam wszystkiego. Od głębokiej relacji z Jezusem, poprzez zmęczenie (intensywny czas rekolekcji), aż po pełen spokój, który zawsze mnie otacza, gdy wracam w to miejsce – wspomina.

Paulina z kolei przyznaje, że jej najbardziej będzie brakowało przebywania w większej grupie ludzi, którzy wyznają te same wartości, co ona, i chcą się wspólnie modlić. – To dobre miejsce dla młodych osób, które często nie czują się akceptowane przez część rówieśników. Pamiętam moje pierwsze Marianki i to, jaka wzruszona byłam możliwością spotkania się z innymi wierzącymi w moim wieku – dodaje Paulina. Karolina podkreśla, że w Mariankach uwielbia właśnie ludzi, których tam spotyka, i klimat, jaki tam panuje.

– Niesamowite doświadczenie Bożej obecności, poznanie wielu przyjaciół, z którymi do tej pory utrzymujemy kontakt, mimo że każdy z nas jest już na innym etapie życia i w innym miejscu. Dzięki temu spotkaniu bardzo bliscy stali mi się także księża marianie – opowiada. – Chyba będę tęsknić nawet za spaniem w szkole i wstawaniem po szóstej, żeby dostać się do umywalki, których było sześć na bodajże sto pięćdziesiąt dziewczyn (a dodam tylko, że nie jestem fanką wczesnego wstawania). To w tych kolejkach nawiązywało się najwięcej znajomości – dodaje z uśmiechem.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama