Nowy numer 38/2021 Archiwum

W jej obrazach dużo jest Żuław

– Jestem szczęśliwa, że inspiracje mam tak blisko – mówi Rita Staszulonok, malarka.

Agata Bruchwald: Co wyjątkowego jest w Żuławach, że zaczęła je Pani malować?

Rita Staszulonok: Początkowo przemierzałam tą płaską krainę bez świadomości bogactwa jej materiału, a odkryłam ją dzięki mojej przyjaciółce Mai Pietrasik. Maja jest właścicielką domu podcieniowego w Kamionku Wielkim, który dzielnie odbudowuje, i prezeską Stowarzyszenia Zachowania Krajobrazu Kulturowego Elfrida. Znalazła moje obrazy w internecie i w czasie spotkania powiedziała, że dużo jest w nich Żuław. Ja szczerze się dziwiłam. Wtedy zaczęłam się interesować tym tematem i rzeczywiście okazało się, że to, co tak lubię malować – wiatraki, tulipany, stare zegary – mam w zasięgu ręki. No i domy podcieniowe, historia mennonitów… Najbardziej lubię atmosferę tajemnicy w obrazie. Jestem szczęśliwa, że inspiracje mam tak blisko.

Pani pierwszy żuławski pejzaż przedstawiał….

Jeden z pierwszych obrazów z motywami żuławskimi to „Mały Holender albo podróż żuławska”. Przedstawia on gospodę Mały Holender, do której zabrała mnie Maja podczas naszej pierwszej wyprawy na Żuławy. Zauroczył mnie dom i jego otoczenie. Dowiedziałam się, że został on przeniesiony z innej miejscowości, dlatego umieściłam go na starej łodzi. Tłem jego „podróży” jest pas kolorowych, kwitnących tulipanów.

Jakie żuławskie motywy najchętniej Pani maluje?

Do wymienionych już wcześniej dodam architekturę gotycką i żuławskie niebo, bo jest ono wyjątkowo duże.

Gdyby mogła Pani udać się w wymarzone miejsce na ziemi i je namalować, byłoby to…

Nie mam takiego miejsca. Dużo podróżowałam i wszędzie były ciekawe tematy. Trzeba je tylko zobaczyć. To jest kwestia spojrzenia.

Pani ulubiona technika to tempera na desce. Co czyni ją tak wyjątkową?

Bardzo fascynuje mnie język plastyczny sztuki gotyku i wczesnego renesansu. Póki nie wynaleziono farb olejnych, tempera była głównym medium malarskim. Inspirując się tym okresem historii sztuki, staram się tworzyć obrazy, których monumentalność ukryta jest w ich strukturze, a nie w rozmiarze. Bardzo lubię intensywność i świetlistość kolorów w temperze. Idealnie gładki grunt pozwala na portretowanie najmniejszych szczegółów. Lubię aspekt rzemieślniczy tego medium: przygotowanie deski, gruntowanie, mieszanie farb z pigmentów na bazie kurzego jajka. W pewnym sensie dyktuje on charakter pracy, ponieważ etapy związane z technologią mają określoną kolejność, co wymaga cierpliwości, a jednocześnie bardzo wciąga.

Pochodzi Pani z Białorusi. Od kilkunastu lat mieszka Pani w Polsce. Dlaczego wybrała Pani nasz kraj?

W Polsce znalazłam się za sprawą mego męża Polaka. W tym roku mija już 11 lat, odkąd tu zamieszkałam.

W czerwcu Pani prace mogliśmy oglądać w Żuławskim Parku Historycznym w Nowym Dworze Gdańskim, a później – w lipcu, sierpniu – gdzie będziemy mogli je zobaczyć?

W lipcu wystawę moich prac pt. „Ogniem i Gliną” można zobaczyć w Galerii ZPAP przy ul. Mariackiej w Gdańsku. To jest projekt poświęcony gotykowi Pomorza, sfinansowany ze Stypendium Twórczego Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu, nad którym pracowałam przez ostatnie pół roku. A dalej – kto wie, zobaczymy.

agata.bruchwald@gosc.pl


Rita Staszulonok

Malarka jest absolwentką Białoruskiej Państwowej Akademii Sztuk Pięknych. Od 2010 mieszka w pobliżu Gdańska. Artystka jest członkinią Związku Polskich Artystów Plastyków oraz laureatką m.in. Stypendium Ministra Kultury Gaude Polonia czy Stypendium Twórczego Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama