Nowy numer 38/2021 Archiwum

Jego uśmiech zapamiętam do końca życia

– Było to doświadczenie niepowtarzalne, wręcz nie do opisania – mówią zgodnie uczestnicy Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. W tym roku mija 5 lat od tamtego wydarzenia.

Patrząc na Światowe Dni Młodzieży z perspektywy czasu, ks. Łukasz Sołtysiak (w ŚDM uczestniczył jeszcze jako kleryk) ocenia, że dla niego najważniejsze było doświadczenie jedności wiary. – To było mocne doświadczenie tego, że Kościół jest wspólnotą nie tylko międzynarodową, ale i powszechną, czyli jest dla wszystkich. W ŚDM uczestniczyło mnóstwo ludzi, a człowiek czuł się jak w domu – taka tam panowała atmosfera. I nie chodzi mi tu nawet o to, że spotkanie odbywało się w Polsce, ale o to, że mogłem poczuć, iż jestem „między swoimi” – opowiada ks. Łukasz, wspominając, że pielgrzymi w Krakowie byli zupełnie obcymi dla siebie ludźmi, a mimo to witali się jak dobrzy znajomi, przytulali, wymieniali flagami...

– My, klerycy, chodziliśmy w sutannach, co dla osób z krajów Europy Zachodniej było czymś niespotykanym. Wiele osób zagadywało nas, chciało zrobić sobie z nami zdjęcia – wspomina kapłan. Jednocześnie zaznacza, że takie spotkanie jak to z 2016 r. to ważne doświadczenie dla przyszłych księży, bo mogą wtedy zobaczyć, iż są oni powołani dla każdego człowieka. – Wtedy też jedyny raz widziałem papieża Franciszka na żywo. Udało mi się zdobyć bilety na spotkanie Ojca Świętego z kapłanami, osobami konsekrowanymi i klerykami z całej Polski w sanktuarium św. Jana Pawła II. Wtedy papieża widziałem z odległości ok. 10 metrów. Staliśmy z księdzem (wówczas także jeszcze klerykiem) Damianem Sikorskim przy barierkach. Wielkim zaskoczeniem dla nas było, kiedy samochód wiozący papieża zatrzymał się właśnie koło nas, bo wszyscy spodziewali się, że Ojciec Święty pojedzie inną trasą (wtedy ze względu na obawy o ataki terrorystyczne informacje odnośnie do trasy przejazdu Franciszka były często zmieniane) – wspomina ks. Łukasz.

Błogosławieństwo na szpitalnym korytarzu

Niespodziewanie dramatycznie Światowe Dni Młodzieży rozpoczęły się dla Małgorzaty Junker, która na spotkanie wyruszyła z przyjaciółmi z KSM w Iławie. Po dotarciu do Krakowa już pierwszego wieczora zaczęła się źle czuć, a nad ranem trafiła do szpitala – najpierw do jednego, a później do kolejnego i kolejnego... Ostatecznie okazało się, że ma zapalenie wyrostka robaczkowego i musi być operowana. Zabieg miał się odbyć w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Prokocimiu. Nie była jeszcze pełnoletnia, nie mogła samodzielnie podejmować żadnych decyzji, dlatego przez cały czas jako opiekun był przy niej ks. Karol Waga, który był w kontakcie z jej rodzicami. Jak opowiada Gosia, w czasie przygotowań do ŚDM chwilami wahała się, czy na pewno powinna jechać do Krakowa. Z różnych źródeł docierały do niej ostrzeżenia, że może dojść do ataków terrorystycznych. A ona czasami myślała: „Przecież ręki papieża nie dotknę, a tyle samo, co na telebimie, zobaczę i w telewizji”. Ostatecznie jednak zdecydowała się jechać.

– Przyjechałam na ŚDM i... wylądowałam w szpitalu, zaraz miałam mieć operację. Miałam zobaczyć papieża, a stało się jasne, że nie zobaczę go nawet na telebimie. Byłam bezsilna zarówno fizycznie, jak i psychicznie – przyznaje dziewczyna. Szpital w Prokocimiu był jednym z miejsc, które Ojciec Święty miał odwiedzić podczas wizyty w Polsce. Miał spotkać się tam z grupą małych pacjentów i ich rodzicami. Ale na miejscu papież poprosił też o chwilę na modlitwę w szpitalnej kaplicy, a ta była na piętrze, na którym przebywała Gosia. Dwoje pacjentów, ks. Karol i lekarze ustawili się w pobliżu kaplicy, by zobaczyć Ojca Świętego, gdy będzie z niej wychodził. Gosia ze względu na niesamowity ból siedziała na wózku. Gdy papież wyszedł z kaplicy, zebrana grupa pomachała mu, pozdrowiła go, on odmachał i uśmiechnął się. – Jego uśmiech zapamiętam do końca życia – zapewnia Gosia.

Ale na tym nie koniec. Jak wspomina dziewczyna, Ojciec Święty ruszył w ich kierunku. „Papież idzie w moją stronę! Co się dzieje?” – pomyślała wtedy i zsunęła się z wózka, by uklęknąć i ucałować papieski pierścień. Ojciec Święty udzielił jej błogosławieństwa, a później pomógł jej usiąść na wózku. – W tamtym momencie nie wiedziałam, co się dzieje. Byłam bardzo wzruszona. Ojciec Święty dotknął mojej ręki, pobłogosławił mnie – to jest wspomnienie na całe życie. Jeszcze chwilę wcześniej myślałam, że gorszego scenariusza spotkania nie można sobie wyobrazić, a doświadczyłam, że Pan Jezus naprawdę nad wszystkim czuwa – uważa Gosia.

Ten gwar nie ogłuszał

Przemek Zwański z Elbląga w czasie ŚDM był wolontariuszem, pomagał w biurze prasowym. – Było to fajne doświadczenie pracy z profesjonalnymi mediami. Poznałem świetnych ludzi, którzy wkładali dużo serca w swoją pracę. Dzięki temu udało nam się rzetelnie relacjonować to, co działo się w Krakowie – opowiada. Z tamtego spotkania najlepiej zapamiętał poczucie wspólnoty, jaką utworzyli ludzie z całego świata. – Mogę powiedzieć, że w pewnym sensie byliśmy rodziną – twierdzi.

– Na lata pozostały znajomości, przyjaźnie. Z częścią pielgrzymów z zagranicy, których poznałem w czasie ŚDM, mam kontakt do dziś. – Dla mnie Światowe Dni Młodzieży to był przede wszystkim pierwszy bardzo mocny głos mówiący o tym, że mam wybrać życie w kapłaństwie – opowiada kl. Kacper Nogowski. – To było w czasie wieczornego czuwania z papieżem Franciszkiem. Wtedy moje wszystkie młodociane, nie do końca dojrzałe ideały przyćmiło pragnienie wstąpienia do seminarium, które zresztą pojawiało się już wcześniej. Następnego dnia, będąc jeszcze w Krakowie, dowiedziałem się, że Piotr Misiewicz ze wspólnoty neokatechumenalnej w mojej parafii Miłosierdzia Bożego w Kwidzynie podjął decyzję o wstąpieniu do seminarium Redemptoris Mater w Warszawie. Ta wiadomość mnie umocniła – wspomina. Doskonale pamięta tłumy młodych ludzi, którzy w Krakowie bez żadnego skrępowania manifestowali swoją wiarę w Boga. Wszyscy byli radośni, świetnie bawili się na ulicach, nie potrzebowali do tego żadnych używek.

– Pamiętam także wielkie oczekiwanie na papieża Franciszka. Pierwszy raz mogłem zobaczyć na żywo następcę św. Piotra. To było coś niesamowitego. Mimo ogromnego gwaru, tłumów – ludzi spotykanych praktycznie w każdym zakątku Krakowa – był czas na skupienie, na pogłębienie osobistej relacji z Bogiem, słuchanie świadectw innych młodych chrześcijan i dzielenia się własnym – wymienia. Były to wakacje, a więc nie mogło zabraknąć dodatkowych atrakcji.

– W czasie wolnym z niewielką grupą osób z Kwidzyna poszliśmy do aquaparku z myślą, że skoro trwa ŚDM, to na basenie będą pustki. Ogromnie się zdziwiliśmy, gdy już w holu głównym zobaczyliśmy tłumy – w większości byli to młodzi ludzie z charakterystycznymi plecakami z logo Światowych Dni Młodzieży – wspomina kl. Kacper. Gdy ŚDM dobiegły końca, ich uczestnicy wrócili do swoich domów. Grupa z Kwidzyna niezwłocznie, bo już 2 sierpnia, dołączyła do pątników Elbląskiej Pielgrzymki Pieszej na Jasną Górę, by dalej wspólnie pielgrzymować. – Z Krakowa wyjechaliśmy z mocniejszą wiarą, wspaniałymi przeżyciami i nowymi znajomościami, które trwają do dziś – zaznacza kl. Kacper.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama