Nowy numer 48/2022 Archiwum

Zawziętość była ogromna

Muzeum Stutthof wraz z Instytutem Pamięci Narodowej 15 lutego zorganizowały konferencję pt. „Organizacje Polskiego Państwa Podziemnego na Pomorzu: studia przypadków”.

Spotkanie, w którym wzięli udział historycy z całej Polski, odbyło się w związku z 80. rocznicą przekształcenia Związku Walki Zbrojnej w Armię Krajową, które miało miejsce 14 lutego 1942 roku. W zgodnej ocenie prelegentów wydarzenie to wyjątkowo cenne.

– Jest tak choćby z tego powodu, że poziom wiedzy w społeczeństwie na temat działalności Polskiego Państwa Podziemnego, także wśród dziennikarzy, a nawet historyków, jest wciąż bardzo niski – zauważał dr hab. Waldemar Grabowski. W czasie konferencji badacze skupiali się szczególnie na działalności podziemia na Pomorzu. – Tego, co nazywamy zwyczajowo „partyzantką leśną”, było na tych terenach bardzo mało – wyjaśniał dr hab. Grzegorz Berendt. – Wynikało to nie tylko z faktu, że terror nazistów na tym terenie był ogromny, ale także z tego, że – mówiąc trywialnie – w tych pomorskich zagajnikach nie mogłyby się schronić oddziały liczące 200 lub 300 żołnierzy – dodał. Z kolei prof. Bogdan Chrzanowski podkreślił, że niemiecki terror sprawiał, iż większość kierownictwa pomorskich struktur podziemnych mieściła się w Warszawie. – Życie Polaków tutaj to była prawdziwa gehenna. Nie można było nawet mówić po polsku. Łatwo więc wyobrazić sobie, jak mocno utrudniona była jakakolwiek działalność konspiracyjna – mówił. Ograniczała się ona głównie do zadań wywiadowczych. Choć nie należy pomijać sabotażu i dywersji. – Mało kto wiedział, jakie okropności spotykały tutaj Polaków, nawet jeszcze przed 1 września 1939 r. Były to liczne aresztowania i represje. Później natomiast zupełnie nie wiedziano o obozie Stutthof – mówił prelegent. Mimo to Polacy starali się prowadzić działania przeciwko okupantowi. – Był to przede wszystkim wywiad dotyczący niemieckich portów i rozpoznania handlu morskiego. Zbierano także informacje dotyczące potencjału wojennego hitlerowskich Niemiec – wyliczał dr Artur Jendrzejewski. W swoim wystąpieniu dr Paweł Wawrot skupił się natomiast na działalności polskiego podziemia na Warmii i Mazurach, która zintensyfikowała się szczególnie po II wojnie światowej. – Zwalczanie AK na tych terenach stanowiło jedno z najważniejszych zadań służb bezpieczeństwa – wyjaśniał. Wobec żołnierzy podziemia używano metod typowo sowieckich. – Bardzo często stosowano prowokacje. Wywoływano na przykład rozboje czy napaści, za co winę w oficjalnej propagandzie zrzucano później na tzw. podziemie faszystowskie. Ponadto UB oprócz działań zbrojnych starał się niszczyć wszelką działalność konspiracyjną, nawet jeśli była w zalążku – wyjaśniał historyk. Badacz wskazywał, że zawziętość w zwalczaniu podziemia na Warmii i Mazurach była naprawdę ogromna, biorąc pod uwagę fakt, że był to opór mniejszy niż choćby w Polsce centralnej. – Sieć agenturalna była naprawdę rozbudowana i kiedy starano się rozbić jakiś oddział, posuwano się do najgorszych metod. Kiedy na przykład NSZ zabiło czerwonoarmistę, UB, nie mogąc ustalić sprawców, aresztowało rodziny domniemanych sprawców. Śledzono wówczas każdego, kogo podejrzewano, że może należeć do podziemia lub je wspierać – podkreślał.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy