Nowy numer 48/2022 Archiwum

Reprezentuje Polskę

Tym razem transport trafił do Równego.

Kolejny transport z pomocą dla żołnierzy ukraińskich przygotował ks. Waldemar Maliszewski, proboszcz parafii Wniebowstąpienia Pana Jezusa w Cyganach, razem z parafianami i wieloma osobami chcącymi pomóc walczącym o wolność swojej ojczyzny. Pierwsze dary z Cygan zostały przekazane Ukrainie na początku wojny, czyli jeszcze zimą. Były to przede wszystkim ciepłe rzeczy: polary, skarpety i buty. Kolejny transport, w czerwcu, do sztabu 10. Górskiej Brygady Szturmowej w Kołomyi zawiózł proboszcz parafii. Tym razem z pomocą pojechał do Równego, do 5. Samodzielnego Batalionu Strzelców.

– O tym, że zaczęliśmy pomagać armii ukraińskiej, chociażby 10. Górskiej Brygadzie Szturmowej w Kołomyi, dowiedziały się inne jednostki. Usłyszały, że jest takie przedsięwzięcie, że są ludzie, którzy przywożą celową pomoc do jednostek. Odezwał się do mnie dowódca 5. Samodzielnego Batalionu Strzelców płk Igor Kysyleiczuk. Było to tuż przed tym, jak został bardzo ciężko ranny na froncie – mówi ks. Waldemar.

Zawartość transportu została ściśle ustalona ze stroną ukraińską, znalazły się w nim buty, mundury ukraińskie, uszyte według ściśle określonego dress code’u, środki opatrunkowe i bielizna. Do Ukrainy ks. Waldemar wyruszył w poniedziałek 8 sierpnia, bo ustalono, że w Równym ma być 9 sierpnia. Z tego miasta z przedstawicielami strony ukraińskiej udał się w kierunku poligonu. – Wyjazd był koordynowany i pilotowany przez ukraińskie Ministerstwo Obrony Narodowej. To mi bardzo ułatwiało zawiezienie tego transportu – zapewnia ks. Waldemar.

Podobnie jak w czerwcu o transporcie był poinformowany gen. insp. Jarosław Szymczyk, komendant główny Policji. To, co działo się w Ukrainie, przebiegało przy zachowaniu wszelkich środków ostrożności. Przed wjazdem na poligon ks. Waldemar został poproszony o wyłączenie lokalizacji, telefonu oraz wyciągniecie karty SIM, następnie o zgaszenie jakichkolwiek świateł w samochodzie. Jechali w ciemności, bo jak usłyszał od Ukraińców: wróg widzi wszystko i widzi wszędzie. Po dotarciu do żołnierzy przekazał im transport z niezbędnymi rzeczami. – Po raz kolejny zobaczyłem ich wdzięczność, wyrażali ją nie głównie za to, co im przywiozłem, ale także za to, że przyjechał do nich ktoś, kto reprezentuje Polskę – podkreśla ks. Waldemar.

Żołnierze opowiedzieli mu, jak wygląda ich życie, o ostrzałach, o tych, którzy w nich zginęli. Dla proboszcza z Cygan był to wyjazd ukazujący tę wojnę z perspektywy żołnierzy, którzy każdego dnia są narażeni na śmierć. Kiedy tam był, już myślał o kolejnym transporcie z pomocą. Zapytał, czego im jeszcze potrzeba. Usłyszał, że konserw mają wystarczającą ilość, ale potrzebują batonów energetycznych.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy