Nowy numer 4/2023 Archiwum

Noktowizory i kawa

– Nieważne, ile transportów z pomocą już zostało przekazanych. Ważne jest to, że wracając do domu, zaczynam organizować kolejny – mówi ks. Waldemar Maliszewski, proboszcz parafii Wniebowstąpienia Pana Jezusa w Cyganach.

W pierwszym tygodniu października ks. Waldemar Maliszewski po raz kolejny wybrał się do Ukrainy z transportem humanitarnym. Tym razem pojechał do Kijowa, a ładunek trafił do 5. Samodzielnego Batalionu Strzelców – żołnierzy, którzy walczą na froncie wschodnim. – Ten transport humanitarny był najbardziej kosztowny ze wszystkich, jakie do tej pory przygotowaliśmy. Znajdowało się w nim dużo – jak na nasze możliwości – sprzętu elektronicznego – mówi ks. Waldemar.

Były to m.in. noktowizory, radia szyfrowane Motorola, a także śpiwory, stazy taktyczne do tamowania krwawień, 30 kg kawy w saszetkach i 10 kg batonów Snickers. Podobnie jak w przypadku poprzednich zbiórek ks. Waldemar nie otrzymał datków od zorganizowanych instytucji, przygotował wszystko z parafianami i przyjaciółmi darczyńcami. – Ufam, że zawsze uda mi się nazbierać potrzebną kwotę, bo wierzę, że te transporty są przygotowywane z góry, przez Pana Boga – opowiada proboszcz parafii w Cyganach.

W Ukrainie kapłan zobaczył wiele miejscowości, w których toczyły się walki. – Trasa tego wyjazdu wiodła przez dwa miejsca bardzo mocno naznaczone cierpieniem, czyli Buczę i Irpień. Byłem w Buczy, byłem w Irpieniu – powtarza ks. Waldemar i podkreśla, że wrażenia były straszne.

Do Buczy pojechał przede wszystkim po to, żeby tam uklęknąć. – To było dla mnie bardzo ważne, żeby w takim miejscu jak Bucza prosić Pana Boga o pokój – zaznacza ks. Waldemar Maliszewski.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy