Pomimo że spotkanie rodzin elbląskich weteranów odbyło się dopiero po raz pierwszy, cieszyło się ogromnym zainteresowaniem mieszkańców.
Są rzeczy, które potrafią pokonać wszelkie podziały. Polityka dzieli, codzienność pochłania – a jednak wciąż istnieje coś, co potrafi zebrać w jednym miejscu ludzi o odmiennych światopoglądach i sprawić, że mówią jednym głosem. Tą siłą jest pamięć o tych, którzy nie dla siebie, lecz dla wspólnoty poświęcili wszystko. Przekonało się o tym 22 kwietnia grono mieszkańców Elbląga, które wypełniło salę Biblioteki Elbląskiej podczas I Spotkania Rodzin Elbląskich Weteranów.
Sercem całego przedsięwzięcia jest Grażyna Wosińska, przewodnicząca Elbląskiego Komitetu Upamiętniania Weteranów, która zbieraniem losów lokalnych kombatantów zajmuje się od 30 lat. Efekt tej pracy to ponad 100 biogramów, które trafiły do ewidencji IPN. Pani Grażyna za swój największy sukces uznaje jednak nie dokumenty, lecz ludzi - pełną salę i obecność młodych twarzy. -Bądźmy zjednoczeni wokół tej idei - apelowała, wskazując, że tabliczki na grobach weteranów, przy których młodzi wolontariusze sprzątają przed 1 listopada, są najlepszą możliwą lekcją historii.
Andrzej Adamczyk, prezes Związku Piłsudczyków RP oddział w Gdańsku, zwrócił uwagę, że upamiętnianie weteranów cementuje lokalne wspólnoty i daje rodzinom poczucie zakorzenienia. - Jest coś, co nas łączy, mimo że jesteśmy podzieleni w poglądach. Tym właśnie powinna być pamięć o bohaterach - mówił.
Daniel Czerwiński z Instytutu Pamięci Narodowej w Gdańsku przypomniał, że Elbląg nie jest osobnym rozdziałem - to integralna część polskiej historii, naznaczona zarówno „sprawą elbląską" z czasów komunizmu, jak i tragicznym grudniem 1970 roku. Wyraził nadzieję, że ponad 50 tabliczek już umieszczonych na grobach kombatantów to dopiero początek wspólnej drogi.
Całość artykułu w "Gościu Elbląskim" nr 18 na 3 maja.