• facebook
  • rss
  • O. Bashobora i dzieci

    Agata Bruchwald

    dodane 07.06.2015 18:00

    W kościele jest miejsce dla każdego. Nawet dla biegającego, na pozór nie słuchającego urwisa.

    W niedzielne udowodnił to o. John Bashobora opowiadając historię jaka przydarzyła mu się w czasie pobytu w Elblągu.

    Kiedy dorośli przeżywali rekolekcje ewangelizacyjne dzieci bawiły się w specjalnie przygotowanym dla nich pokoju. Jedno z nich namalowało dla charyzmatyka z Ugandy obrazek. Był na nim ojciec John.

    Rekolekcjonista nie pokazał uczestnikom spotkania rysunku, ale opowiedział o nim. Dziecko przedstawiło kapłana w białej albie i namalowało duże, czerwone serce.

    Ojciec Bashobora historii nie przytoczył jedynie po to, by się pochwalić prezentem. Zrobił to po to, by udowodnić, że najmłodsi słuchają tego co dzieje się w kościele. Być może nie każdy dorosły jest w stanie to dostrzec, bo maluchy nie siedzą w jednym miejscu tylko biegają. Nie przeszkadza jednak im to być uważnymi.

    Jak zauważył rekolekcjonista między nim, a rysującym obrazek zdołała nawiązać się taka relacja, że nie był jedynie mężczyzną o innym kolorze skóry. Był księdzem.

    Kończąc o. Bashobora zaapelował, by nie zamykać dzieci w pokoju zabaw tylko pozwolić im przyjść tam gdzie modli się wspólnota.   

    Naiwnym byłoby myślenie, że to przypadek. Zdarzyło się cudowne dziecko, które uważało gdy modli się dorośli. Lepiej warto zaufać, że żadnemu dziecku zabawa nie przeszkadza w czuwaniu nad tym co się dzieje dokoła. I nie krzywić się gdy parafialnym kościele zobaczymy biegających kilkulatków.     

     

     

     

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół