• facebook
  • rss
  • Siostry od różnych przypadłości

    Agata Bruchwald

    |

    Gość Elbląski 24/2015

    dodane 11.06.2015 00:00

    Najważniejsze, by kochać dzieci tak, jak tego nauczył ks. Robert Spiske.

    Priorytetem są dzieci. To jest  ich dom. One mają tylko nas – mówi s. Elwira, jadwiżanka, dyrektor Domu Pomocy Społecznej dla dzieci i młodzieży niepełnosprawnych intelektualnie w Elblągu. Siostry ze zgromadzenia św. Jadwigi elbląski dom przejęły w 1965 r. po elżbietankach. – Są tu dzieci bardzo chore, niepełnosprawne intelektualnie w stopniu umiarkowanym, znacznym i głębokim. Najczęściej wiąże się z tym także niepełnosprawność fizyczna – wyjaśnia s. Nazaria, przełożona wspólnoty.

    Początki zgromadzenia sióstr św. Jadwigi od Niepokalanej Bogarodzicy Dziewicy Maryi sięgają połowy XIX wieku. Wtedy to ks. Robert Spiske powołał Związek Kobiet i Dziewcząt im. św. Jadwigi. Początkowo należało do niego 3 tys. osób. Zgromadzenie zatwierdził papież Pius IX w 1859 roku. Elbląska wspólnota to pięć sióstr: s. Nazaria, s. Elwira, s. Krzysztofa, s. Ludwina i s. Rita. W Domu Pomocy Społecznej, który obecnie prowadzą, opiekują się 45 niepełnosprawnymi. – Nasze dzieci wymagają opieki całodobowej. Bez pomocy świeckiego personelu nie byłybyśmy w stanie same się nimi zająć – stwierdza s. Nazaria. Łącznie w ośrodku pracuje 51 osób świeckich. 35 osób zatrudnia placówka, pozostali to osoby oddelegowane z innych instytucji: nauczyciele oraz lekarze i pielęgniarki. Znaczne grono pracowników stanowią nauczyciele. Od 1999 roku wszystkie dzieci objęte są rozporządzeniem ministra edukacji o potrzebie prowadzenia zajęć rewalidacyjno-wychowawczych. Każde z nich wymaga indywidualnego podejścia. – Dla dziecka głęboko upośledzonego wyedukowanie go nie będzie polegało na nauce czytania czy pisania, lecz np. na umiejętności rozpoznaniu smaku czy też zapachu – tłumaczy s. Nazaria. Jolanta Janowska, nauczycielka, mówi, że w tej pracy potrzebne są pokora i serce. Dzieci z ośrodka nie startują w olimpiadach, one uczą się podnieść rękę, by samemu wziąć zabawkę. W gabinecie s. Elwiry, dyrektor ośrodka, wiszą zdjęcia dzieci, które opuściły mury domu. Znalazły rodziny, które je przyjęły. – Dla mnie to są moje dzieci. Wiem, że jestem zaborczą matką. Nie pozwoliłabym na to, by nie mieć kontaktu z rodzinami, które adoptowały dzieci. Czuję się za nie odpowiedzialna – przyznaje. W ciągu ostatnich trzech lat średnio jedno dziecko rocznie trafiło do adopcji. To wielkie szczęście dla podopiecznego i pracowników ośrodka. – Miałam małego Michałka, teraz chłopczyk ma 7 lat – opowiada Jolanta Janowska, która była jego opiekunem prawnym. – Mój Michał został oddany do rodziny adopcyjnej, gdy miał 2 latka. Teraz chodzi do szkoły. Myślę, że to jest mój największy sukces, jaki osiągnęłam, pracując tu – cieszy się kobieta. Pani Jolanta ma kontakt z chłopcem i jego rodzicami. Czeka na jego I Komunię św., na którą, ma nadzieję, zostanie zaproszona. – Każda z sióstr wstaje, o której chce, jednak starają się zdążyć przed 5.20 – śmieje się s. Nazaria. – O tej godzinie rozpoczynają się modlitwy poranne. Na wspólnych modlitwach spotykamy się w kaplicy także w południe i wieczorem – dodaje. Ważne jest umiejętne rozplanowanie dnia. – Musimy mieć czas wolny, żeby nabrać energii. Człowiek zapracowany jest zdenerwowany, sfrustrowany. W takiej sytuacji nie będzie mógł nawet uśmiechnąć się do dziecka – zaznacza s. Nazaria. – Uwielbiam czytać. Obecnie jestem zafascynowana biografią Gaudiego. Czas na lekturę znajduję najczęściej, gdy dziecko jest u lekarza, na badaniach, a ja muszę na nie poczekać. Wszystko zależy od dobrej organizacji czasu – przyznaje. Papież Pius IX zatwierdzając zgromadzenie, napisał: „Niech Bóg błogosławi to ziarno gorczyczne, aby wyrosło w wielkie drzewo”. Według założeń ks. Spiskego siostry mają: udzielać schronienia i wychowywać bezdomne i opuszczone dzieci, opiekować się młodzieżą ubogą i zaniedbaną, aby uchronić ją przed złem, oraz chorymi, starcami i opuszczonymi w domach stowarzyszenia i poza tymi domami. Na to wezwanie w szczególny sposób odpowiadają siostry pracujące w Elblągu. – To jest nasz charyzmat. Mamy się jak najlepiej opiekować chorymi dziećmi – mówi s. Elwira. Kiedy 4 lata temu rozpoczęła pracę w naszej diecezji, pokazała elblążanom dzieci z ośrodka. Wyszła z nimi na miejskie place zabaw, pojechała nad morze. – Dzięki temu ludzie nas poznali. Teraz wiele osób mieszkających po sąsiedzku, a także w innych dzielnicach miasta pomaga nam w różny sposób – opowiada s. Elwira. – Najważniejsze, by te dzieci po prostu kochać, tak jak kochał ks. Robert Spiske – dodaje s. Nazaria.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół