• facebook
  • rss
  • Klasztor pracy twórczej

    Łukasz Sianożęcki

    |

    Gość Elbląski 26/2015

    dodane 25.06.2015 00:00

    Parafia jest jak ogród, trzeba ją stale podlewać... sakramentami.

    Istniała przez pewien czas duża szansa, żebyśmy się w tym miejscu w ogóle nie spotkali – mówi o. Gracjan Landowski OFM, przełożony zakonu oo. franciszkanów w Kadynach. – W latach 70. ubiegłego wieku władze komunistyczne chciały budynki naszego klasztoru przerobić na tzw. dom pracy twórczej. Nawet ruszyły już pierwsze prace, zabytkowe ruiny zaczęto zalewać betonem, ale na szczęście nie dokończono tej budowy – dodaje.

    Ostatecznie w 1992 roku, decyzją bp. Edmunda Piszcza, budynek trafił pod opiekę franciszkanów. I od tej pory rozpoczęła się powolna odbudowa, która tak naprawdę trwa do dziś. – Kiedy ktoś przyjeżdża do nas pierwszy raz, trudno mu się domyślić, że tu także jest parafia – opowiada o. Michał Błachowicz OFM. Ojcowie zgodnie podkreślają, że położony na zalesionym wzgórzu kościół i budynki klasztorne przywołują skojarzenia z pustelnią, niemniej jednak pod ich stałą opieką pozostaje ponad pół tysiąca wiernych z Kadyn. – I tak samo jak trzeba pielęgnować ten nasz ogród, tak samo trzeba troszczyć się o parafię – mówi o. Michał, który na co dzień zajmuje się kwiatami i krzewami wokół klasztoru. – Trzeba dbać o to, aby nasi parafianie nie „uschli””, a podlewa się ich... sakramentami – uśmiecha się. – Ale trzeba działać zdecydowanie, bo chwasty szybko rosną. Pomimo pozornej monotonii, zakonnicy mają mnóstwo pracy, zarówno duszpasterskiej, jak i normalnych, codziennych obowiązków. – Cały czas mamy także gości z zewnątrz. Chętni przejeżdżają do nas np. na dni skupienia bądź rekolekcje. Udzielamy przyjezdnym wielu ślubów. W ostatnie soboty miesiąca organizujemy także tzw. wieczerniki, czyli Msze święte zakończone agapą – mówi o. gwardian. Niemniej jednak – jak wyjaśniają kadyńscy franciszkanie – lokalizacja ich klasztoru sprzyja tradycyjnie pojętemu życiu zakonnika. – Dziś nasz cały zakon szuka powrotu do korzeni. Mówi się o powrocie do początku charyzmatu. Możemy to zaobserwować, patrząc na różne ruchy wewnątrz zakonu, które próbują odtworzyć ten klimat pierwszych wspólnot – wyjaśnia o. Gracjan. – Są więc nieduże grupy, żyjące wśród ubogich. Często powstają także wspólnoty wędrowne, które podróżują z miejsca na miejsce, żyjąc wyłącznie dzięki Opatrzności – dodaje. Ojcowie zwracają też uwagę, że klimat kadyńskiego wzgórza może przywoływać atmosferę powoływanych przez św. Franciszka romitoriów. – W takich wspólnotach był jasny podział na „synów” i „matkę”. Franciszkanin „matka” zajmował się kontaktem ze światem zewnętrznym, załatwiał wszelkie sprawy bytowe, zaś „synowie” żyli w jak największym odosobnieniu – wyjaśnia przełożony wspólnoty. – Gdy zakon przeżywał jakieś kryzysy wewnętrzne, wówczas powracano do idei romitoriów. Ich funkcjonowanie często odradzało duchowo całe prowincje – dodaje. – Na razie jeszcze nie ma u nas romitorium, ale są plany, aby powstało. Miejsce ku temu jest idealne. Jednocześnie – jak podkreślają – charyzmat franciszkanów jest kontemplacyjno-czynny, co oznacza także stałą ewangelizację. – Chcemy więc, aby nasz klasztor był miejscem otwartym dla każdego, kto chciałby się po prostu wyciszyć – mówi o. gwardian. – Obecnie jesteśmy w stanie przyjąć 3–4 osoby, które chciałyby np. przyjechać na weekend. Docelowo jednak planujemy jednorazowo przyjmować ok. 20 osób. Naszym wspólnym marzeniem jest, aby jak najwięcej osób korzystało z sakramentów i staramy się to realizować wśród tych ludzi, pośród których nas Pan Bóg postawił. Chcemy, aby to miejsce służyło ludziom, jeśli chodzi o ich dobro duchowe – zaznacza o. Gracjan.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół