• facebook
  • rss
  • Z krzyżem nie biegamy

    Łukasz Sianożęcki

    |

    Gość Elbląski 08/2016

    dodane 18.02.2016 00:00

    Przez pewien czas myślał, że udało mu się stworzyć „fajną” Drogę Krzyżową. – Ale uświadomiłem sobie, że to jest niemożliwe, bo przecież droga krzyżowa sama w sobie nie jest fajna – mówi Grzegorz Jabłoński.

    Kiedy biegnę, wtedy mam naprawdę czas, aby przemyśleć na spokojnie wiele spraw i w samotności porozmawiać z Panem Bogiem – mówi Grzegorz Jabłoński, organizator bieganej Drogi Krzyżowej w Elblągu. – Pamiętam, kiedy w czasie jednego ze spotkań Domowego Kościoła padło pytanie: co robię ponad to, co zwykle, aby ewangelizować ludzi? – ta kwestia zapadła mi mocno w pamięć – opowiada pan Grzegorz.

    Zastanawiał się, w jaki sposób można lepiej i skuteczniej wyjść z Jezusem do otoczenia, środowiska czy pracy. – Wtedy wpadłem na pomysł – przez bieganie! Pomyślał wtedy: „Skoro ja lubię biegać i wiele innych osób lubi to robić, to czemu by nie zaprosić ich do wspólnego ruchu i jednoczesnego kontemplowania Boga”? Pan Grzegorz natychmiast poczuł, że najlepszym aspektem do takich rozmyślań będzie męka Pańska. I tak zrodziła się właśnie biegana Droga Krzyżowa. W tym roku odbędzie się już czwarta jej edycja. – Początkowo była to inicjatywa kierowana tylko dla mężczyzn, bo pomyślałem sobie: jaka kobieta przyjdzie o ósmej rano do lasu? – śmieje się pan Grzegorz. Okazało się jednak, że jego obawy były nieuzasadnione. Kobiety zgłosiły się już na pierwszy bieg, a z roku na rok jest ich więcej. Jak wygląda ta biegana Droga Krzyżowa? Uczestnicy po prostu biegną od jednej stacji do następnej. – Na każdą stację mamy przygotowane rozważania. Zawsze proszę znajomego kapłana, aby coś dla nas napisał. A czasem i księża biegną z nami – opowiada. Rozważania i rozmyślania przy każdej stacji nie trwają dłużej niż trzy minuty, po czym uczestnicy ruszają dalej. – Kiedy ludzie słyszą: biegana Droga Krzyżowa, robią wielkie oczy. Pytają, jak to jest możliwe. Wtedy im objaśniam, jak to wygląda i mówię: przecież z krzyżem nie biegamy – śmieje się pan Grzegorz. W takiej Drodze Krzyżowej może uczestniczyć każdy. – Podstawowa zasada jest taka, że biegniemy tempem ostatniego uczestnika. Nikt nie urządza tutaj wyścigów – wyjaśnia organizator. Rozważanie przy danej stacji rozpoczynają się wtedy, gdy dobiegnie do niej ostatnia osoba. Cała trasa liczy ok. 2 kilometrów. – Pokonanie jej 14 etapach nie jest nadludzkim wysiłkiem. Każdy powinien dać radę – przekonuje pan Grzegorz i tłumaczy, że ich bieg nie zastępuje nabożeństw odbywających się w kościołach w piątki Wielkiego Postu. – Dla mnie miała to być forma dodatkowego umartwiania się; wstać w sobotę o ósmej rano, ubrać się, iść do lasu i wykonać jakąś dodatkową czynność – wylicza. – Na szczęście to wszystko robimy w imię Chrystusa, a taka świadomość naprawdę pomaga pokonać niewygody. A dlaczego sobota? – Po prostu w ten dzień jest łatwiej zebrać się osobom pracującym – wyjaśnia. Pan Grzegorz tłumaczy, że ta inicjatywa ma ułatwić uczestnikom spotkanie z Bogiem. – „Gdzie dwóch lub trzech jest zgromadzonych w imię moje, tam jestem z nimi” – cytuje fragment Ewangelii. – A właśnie w takich sytuacjach można doświadczyć tego spotkania z drugim w imię Chrystusa – wskazuje. Komuś może wydać się to monotonne. Chwila biegu, chwila modlitwy, znów chwila biegu. Ale wcale tak nie jest, bo każda Droga Krzyżowa jest prowadzona inną trasą. – Spotykamy się zawsze w parku Bażantarnia przy muszli koncertowej, ale za każdym razem wyruszamy w inne zakątki lasu. Trasy przygotowuje znawca Bażantarni, tak aby można było poznać jej wszystkie uroki. Obcowanie ze stworzeniem Pana jest również bardzo istotne. Śpiew ptaków, szelest liści, szum strumyka, w czasie tego biegu można to wszystko bardziej docenić. Ja przynajmniej tak mam – śmieje się pan Grzegorz. Przez pewien czas myślał, że udało mu się stworzyć „fajną” Drogę Krzyżową. – Ale uświadomiłem sobie, że to jest niemożliwe, bo przecież Droga Krzyżowa sama w sobie nie jest „fajna” – zauważa. – Jeśli próbujemy zrozumieć cierpienie, jakiego doświadczał Pan Jezus w tym czasie, to wiemy, że nie może to być „fajne” przeżycie. Co innego owoce takiej Drogi Krzyżowej. – Jeżeli po takim doświadczeniu choć trochę bardziej zrozumiemy, że przez śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa zostaliśmy odkupieni i mamy otwartą drogę do zbawienia, to bardzo dobrze – podsumowuje.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół