• facebook
  • rss
  • Warto być ministrantem

    Agata Bruchwald

    |

    Gość Elbląski 25/2016

    dodane 16.06.2016 00:00

    Dzięki Liturgicznej Służbie Ołtarza wielu chłopców ma szansę na przygodę życia.

    Nim chłopiec zostanie przyjęty do grona ministrantów, zacznie służyć do Mszy św., musi się wiele nauczyć. Przygotowania te to kilka miesięcy wytężonej pracy: regularne uczestnictwo wraz ze starszymi kolegami w zbiórkach, zdobywanie wiedzy teoretycznej. W tym czasie chłopiec, stojąc przy ołtarzu w czasie Mszy św., nie ma założonej komży, lecz jedynie szarfę.

    Białą komżę zakłada chłopcu kapłan w momencie przyjęcia go do grona ministrantów. Stać się to może po zdanym egzaminie. Do takiego sprawdzianu 7 czerwca podeszli kandydaci z parafii św. Józefa w Morągu. – Formacja młodych chłopców przygotowujących się do służby przy ołtarzu to długi i złożony proces – mówi ks. Piotr Sasuła, opiekun Liturgicznej Służby Ołtarza w parafii pw. św. Józefa w Morągu. Kandydat na ministranta musiał zaliczyć: modlitwę przed służeniem i po nim, rozkładanie kielicha, podawanie ampułek, odpowiednie dzwonienie. Zdał każdy. – W niedzielę 12 czerwca do ministranckiej grupy dołączy 14 osób. Do przyjęcia do ministranckiego grona przygotowuje się kolejnych pięciu kandydatów – dodaje ks. Piotr. – Siedząc w ławce, przyglądałem się temu, jak inni służą Panu Bogu przy ołtarzu. Spodobała mi się ta funkcja – mówi Jakub Rojewski. – Pomyślałem, że warto być ministrantem – dodaje. Kubie najbardziej spodobało się dzwonienie. – Pamiętam, że gdy pierwszy raz stałem w czasie Mszy św. przy ołtarzu, kilka razy się pomyliłem, ale i tak było to bardzo fajne uczucie. Nauczyć się wszystkiego nie było łatwo, jednak warto było poświęcić na to czas – przyznaje. Kuba swoją przygodę z ministranturą rozpoczął w grudniu. Kandydaci są wprowadzani w służbę poprzez wpisanie ich do grafiku dyżurów i obecności. Stopniowo uczą się odpowiedzialności, sumienności i punktualności. Dodatkową motywacją do systematyczności są nagrody, np. wspólny wyjazd. – Chciałem zostać ministrantem, by służyć Panu Bogu przy ołtarzu – opowiada Kacper Kowalski. – Na początku tylko siedziałem w ławce, pierwsze zadania zacząłem otrzymywać po pewnym czasie – kontynuuje. Chłopcu najbardziej podoba się dzwonienie dzwonkami i uderzenie w gong. – W czasie kolędy ksiądz spytał mnie, czy nie chciałbym być ministrantem. Dał mi ulotkę – przypomina sobie Maksymilian Napiórkowski. – Gdy po raz pierwszy stałem przy ołtarzu, byłem zestresowany. Teraz już nie jestem – przyznaje. – W czasie zbiórek uczyliśmy się dzwonienia czy rozłożenia kielicha – relacjonuje. Do służby ministranckiej Maksymilian przygotowywał się trzy miesiące. Bartka Sachnowskiego do ministranckiej posługi też zaprosił ksiądz podczas kolędy. – Zastanowiłem się i w końcu zdecydowałem się zapisać – uśmiecha się Bartek. Do egzaminu ministranckiego przygotowywał się ok. czterech miesięcy. – Na początku pomagał mi kolega, ale z dnia na dzień coraz więcej zapamiętywałem, umiałem – przyznaje. – Kiedyś już byłem ministrantem, służyłem do Mszy św. Straciłem jednak do tego chęć. Teraz stwierdziłem, że warto wrócić – mówi Dawid Możejko. Ministranci tworzą drużynę. Razem spędzają dużo czasu. Po obowiązkach jest czas na przyjemność – wspólną zabawę, czasem nawet przy ognisku. Dawid dobrze pamięta Festyn Liturgicznej Służby Ołtarza, który w maju organizują klerycy w Wyższym Seminarium Duchownym. Jest to czas wypełniony wieloma grami i zabawami. – Przygotowania do bycia ministrantem nie są trudne, wystarczy być zaangażowanym w to, co się robi – zaznacza Dawid. – Moja przygoda z ministranturą zaczęła się w momencie, gdy poszedłem po podpis do indeksu przed bierzmowaniem. Ksiądz przy okazji zapytał mnie, czy nie chciałbym być ministrantem – opowiada Mateusz Skoworodko. – To mnie zaskoczyło, powiedziałem, że się zastanowię. Poszedłem na pierwsze, drugie spotkanie. Spodobało mi się i postanowiłem zostać – wspomina. – Egzamin na ministranta? Nie był trudny. Podobnie jak przygotowania – dodaje. – Chciałem zostać ministrantem, bo bardzo podoba mi się służba przy ołtarzu – mówi Michał Rybski. – Po raz pierwszy przy ołtarzu stałem w wakacje ubiegłego roku. Byłem wtedy nieco zestresowany – przyznaje. Co ministranci i kandydaci na ministranta robią w czasie spotkań? – Najpierw modlimy się, później ksiądz sprawdza obecność, przygotowujemy liturgię, rozmawiamy o różnych sprawach – wymienia. – Nauczyć się wszystkiego, co musi wiedzieć ministrant, łatwe nie było – zaznacza Michał. Długie przygotowania nie zniechęcały przyszłych ministrantów. Nie przeszkadzało także to, że osobisty kalendarz do tego ministranckiego przystosować musiał nie tylko chłopiec, ale i cała rodzina. W pierwszy czwartek miesiąca wieczorna Eucharystia przy pełnej oprawie odprawiana jest w intencji ministrantów i ich rodzin. Oczywiście stara się w niej uczestniczyć jak najwięcej osób. – W życiu ministranta ważna jest formacja osobista – ludzka i duchowa. Poprzez zbiórki i wspólne wyjazdy chłopcy integrują się ze sobą, co ma wpływ na dobrą współpracę podczas przygotowywania np. asysty – podsumowuje ks. Piotr.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół