• facebook
  • rss
  • Jeśli zapomnę o nich…

    Agata Bruchwald

    |

    Gość Elbląski 30/2016

    dodane 21.07.2016 00:00

    Wołyniacy o tym, co wydarzyło się na Kresach, najczęściej mówią „rzeź”. Dlaczego?

    Mieszkańcy Elbląga mieli szansę 11 lipca, w 73. rocznicę Krwawej Niedzieli, wysłuchać wykładu o tym, co przed laty działo się na Kresach. Do biura poselskiego Jerzego Wilka, w którym odbył się wykład Piotra Szubarczyka, przyszło kilkadziesiąt osób.

    Tytuł prelekcji brzmiał: „Ludobójstwo wołyńskie w aspekcie prawnym, moralnym i politycznym”. Jak zauważył prelegent, ludzie zawsze robią pauzę, zanim użyją określenia tego, co wydarzyło się na Wołyniu. Po chwili mówią: ludobójstwo wołyńskie, tragedia wołyńska. – Starzy Wołyniacy, ludzie z Podola, rodzinnie dotknięci tą tragedią, mówią: rzeź wołyńska. Twierdzą, że to jest najbardziej adekwatne określenie, bo w słowie „rzeź” zawarte jest bestialstwo – mówił P. Szubarczyk. – Bardzo często zarzuca się nam, że grzebiemy w martyrologii. Nie patrzymy w przyszłość, tylko wracamy do najczarniejszych kart polskiej historii. To jest bardzo obłudne – zaznaczył historyk. Jako odpowiedź na ten zarzut zacytował słowa z „Dziadów” Adama Mickiewicza – „Jeśli zapomnę o nich, Ty, Boże na niebie, zapomnij o mnie”. W czasie prelekcji P. Szubarczyk przytoczył historię jednej z osób, które przeżyły rzeź wołyńską. Historykowi udało się namówić komandora Jana Pinkiewicza z Gdyni na nagranie swoich wspomnień dla Instytutu Pamięci Narodowej. – Pan Pinkiewicz opowiedział mi historię swojej wsi pod Lwowem. Wieś została zaatakowana najpierw przez banderowców, a potem przez czerń – opowiadał P. Szubarczyk. Czerń był to prosty, ukraiński lud, który podążał za banderowcami. Przed spaleniem wsi zabierali wszystko, co się dało. Z relacji świadków wynika, że także byli okrutni. – Wieś już dogorywała. Wydawało się, że już nie ma ratunku. W pewnym momencie nauczyciel miejscowej szkoły – mądry, wykształcony, doskonale znający język niemiecki człowiek – widząc, co za chwilę się stanie, przypomniał sobie, że dwa kilometry dalej, za lasem, stoi pododdział niemiecki. To był luty 1944 roku – mówił P. Szubarczyk. Pobiegł i powiedział Niemcom, że zostali zaatakowani przez sowieckich partyzantów, bo nie chcieli zapłacić kontrybucji. – Gdyby powiedział, że przez Ukraińców, nie ruszyliby się – zaznaczył prelegent. Nauczyciel wsiadł na czołg. Jechał jako przewodnik. Po 15 minutach na polach był stos ukraińskich trupów. – Nie rozumiem tragedii wołyńskiej. Nie rozumiem ludobójstwa wołyńskiego, chociaż wiele razy o nim opowiadałem. Po prostu nie rozumiem – przyznał P. Szubarczyk.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół