• facebook
  • rss
  • Towarzysz na „nieludzkiej ziemi”

    dodane 22.09.2016 00:00

    – Już za życia mówili o nim, że był święty – wspomina Krystyna Joryn.

    Po II wojnie światowej na teren diecezji elbląskiej przybyło wiele tysięcy Polaków zza Buga. Jak zgodnie wspominają Wołyniacy, przywieziono ich tutaj wbrew ich woli, w bydlęcych wagonach, aby zagospodarować tzw. Ziemie Odzyskane. W wielu parafiach naszej diecezji żyje ktoś ze Wschodu. W parafii pw. bł. 108 Męczenników Polskich w Malborku-Międzytorzu mieszka już nieliczna grupa Wołyniaków.

    W tej parafii posługuje br. Krzysztof Łaszuk. Jako nadzwyczajny szafarz w każdą niedzielę chodzi po Mszy z Komunią św. do chorych. Należą do nich m.in. państwo Krystyna i Leon Jorynowie. W minioną niedzielę 11 września odbyła się beatyfikacja ks. Władysława Bukowińskiego – Wołyniaka.

    – Gdy udzieliłem Komunii św., po modlitwie dziękczynnej pani Krystyna wspomniała z dumą, że w ostatnim „Gościu Niedzielnym” przeczytała o słudze Bożym ks. Władysławie Bukowińskim – opowiada br. Krzysztof.

    – A dziś w telewizji zobaczyłam znajomego świętego księdza, który został ogłoszony błogosławionym – pani Krystyna płakała z radości.

    – A skąd się znaliście? – zapytał z zaciekawieniem br. Krzysztof.

    – Ksiądz Władysław Bukowiński był naszym proboszczem. Mieszkaliśmy w kolonii Banasówka, oddalonej o około 3 km od Łucka. Kiedyś to była Polska – opowiadała ze łzami w oczach pani Krystyna. – To był wspaniały ksiądz. Już za życia ludzie mówili, że to święty kapłan.

    Studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim, później ukończył jeszcze teologię i został księdzem. Pani Krystyna pamięta, jak ks. Bukowiński „przeżył swoją śmierć” w łuckim więzieniu, gdzie w czerwcu 1941 roku NKWD rozstrzeliwało więźniów politycznych w obawie przed ich uwolnieniem przez zbliżające się wojska hitlerowskie.

    – Księdza Bukowińskiego aresztowano rok wcześniej za to, że w Łucku głosił niezwykłe kazania i pomagał potrzebującym – opowiada.

    W momencie rozstrzeliwania został ranny, upadł i znalazł się pod stosem ciał. Potem wrócił do pracy duszpasterskiej w Łucku.

    – Nie bał się, był odważny. Dalej pomagał biednym i opuszczonym, ale także jeńcom będącym w niemieckiej niewoli. Pani Krystyna wspomina również, że kiedy sowieci w 1945 roku wrócili do Łucka, niemal natychmiast aresztowali ks. Bukowińskiego i skazali go na 10 lat karnych obozów.

    Przebywał w Kazachstanie, pracował w kopalni miedzi. – Chciał na zawsze pozostać z wiernymi na „nieludzkiej ziemi”, z katolikami, ofiarami stalinowskich represji.

    – Dziś, w dniu beatyfikacji mojego księdza proboszcza Władysława Bukowińskiego, jestem bardzo wzruszona i wdzięczna Panu Bogu, że doczekałam dnia wyniesienia na ołtarze kapłana, który gościł w naszym domu – mówi pani Krystyna. – Pamiętam, że gdy przychodził do nas po kolędzie, siadałam przy ks. Władysławie Bukowińskim i liczyłam guziki jego sutanny.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół