• facebook
  • rss
  • My też niesiemy kamienie

    Łukasz Sianożęcki

    |

    Gość Elbląski 45/2016

    dodane 03.11.2016 00:00

    – Gdyby nie Chrystus, ta kobieta by umarła. Ona potrzebowała miłosierdzia i to miłosierdzie znalazła w Jego osobie. A gdzie my szukamy miłosierdzia? Dokąd idziemy, gdy zgrzeszymy? – pytał ks. Sławomir Milde.

    Największym problemem współczesnego człowieka jest to, że nie widzi własnego grzechu. Często sam siebie wynosi na ołtarze i w swoim mniemaniu jest święty – mówił ks. Sławomir Milde do uczestników katechez „Spotkanie z miłosiernym Ojcem”. Katechezy te odbywają się w kościele św. Rafała Kalinowskiego w Elblągu w związku z kończącym się Rokiem Miłosierdzia.

    Było to drugie spotkanie z tego cyklu. Tytuł ostatniej katechezy brzmiał: „Miłosierdzia potrzebująca”. Kolejna nauka już w piątek 4 listopada o godz. 18. Rozważania zostały oparte na fragmencie Ewangelii św. Jana (J, 8, 1–11), poświęconym ocaleniu przez Pana Jezusa kobiety cudzołożnej. – Faryzeusze, którzy przyprowadzili tę kobietę do Jezusa, zrobili to nie po to, aby usłyszeć Jego ocenę, ale po to, aby wystawić Go na próbę. Jak mówi Pismo Święte: „...a to mówili, kusząc Go, by mieć powód do oskarżeń” – przypomniał kontekst ewangelicznej sceny kapłan. – I wtedy padają znamienne słowa, które mówi Jezus: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem”. I co się dzieje? Wszyscy odchodzą, nikt nie rzuca kamieniem w tę kobietę. Pytanie brzmi: dlaczego ci, którzy tak bojowo nastawieni przyszli zabić kobietę, nagle odchodzą? Po prostu dlatego, że w tym momencie zdają sobie sprawę, że Jezus ich przejrzał. Przejrzał ich serca i uczynki – mówił ks. Sławomir. – Ta kobieta rzeczywiście dopuściła się grzechu, ale ci, którzy ją przyprowadzają, sami nie są czyści – objaśniał kapłan. – Ten kamień, który trzymają w ręku, to tak naprawdę ich grzech. To ich wielkie zamknięcie na miłość, na prawość. W momencie kiedy rzucają kamienie pod swoje stopy, przyznają się do grzechu, przyznają, że nie są bez winy. Trzeba, abyśmy i my zauważyli, że często jesteśmy jak ci, którzy trzymają te kamienie. Mówimy np.: „Popatrz, jaka ona jest, popatrz, co on robi” i tym podobne. Gdyby nie Chrystus, ta kobieta by umarła – podkreślał ks. S. Milde. – Ona potrzebowała miłosierdzia i to miłosierdzie znalazła w osobie Chrystusa. A gdzie my szukamy miłosierdzia? Dokąd idziemy, gdy zgrzeszymy? Jak wyjaśniał kapłan, w takiej sytuacji człowiek często przyjmuje postawę: „zgrzeszyłem już tak wiele razy, że Pan Bóg mi tego nie przebaczy”. Albo zgoła odmienną, że jego grzech już mu tak spowszedniał, że nawet się z niego nie spowiada. – Wtedy często w konfesjonale kapłani słyszą: „Proszę księdza, ale ja nie mam grzechów” – opowiadał. – Trudno jest nam zauważyć swoje grzechy i trudno przyznać przed sobą, że nie dajemy rady, że nie potrafimy. I w tej ewangelicznej scenie drugą szansę dostała nie tylko kobieta, ale również faryzeusze, którzy spotykając się z Jezusem, spotkali się z Bożym miłosierdziem. Potrzeba, abyśmy i my, tak jak oni, rzucili kamienie swojego grzechu pod Jego stopy i usłyszeli: „Idź i nie grzesz więcej”. Po zakończeniu katechezy każdy z wiernych obecnych w kościele spisał na kartce swoje grzechy. Zmięte kartki, uformowane w symboliczne „kamienie”, rzucono u stóp ołtarza, przed Jezusem w Najświętszym Sakramencie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół