• facebook
  • rss
  • Kronikarz, który był kłamcą?

    Agata Bruchwald

    |

    Gość Elbląski 48/2016

    dodane 24.11.2016 00:00

    Historyków interesują nie tylko fakty, ale i to, w jaki sposób o nich pisano.

    Kronika Szymona Grunaua była przed wiekami jednym z najczęściej przepisywanych dzieł. Przekazy te były tak popularne jak np. kroniki Jana Długosza. Powstały na zlecenie urzędu miejskiego w Gdańsku, a dedykowane były m.in. królowi Zygmuntowi Staremu, którego Grunau znał osobiście.

    Zapiski dominikanina

    Zapisy te to jedno z ciekawszych źródeł narracyjnych dotyczących Elbląga. W znacznej mierze wpłynęły one na kształt lokalnej pamięci. – Pamięci nie tylko o Prusach, ale również o wątkach związanych z Elblągiem i Warmią – tłumaczyła dr Julia Możdżeń z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w wykładzie pt. „Kronikarz Szymon Grunau o Elblągu i wojnie trzynastoletniej”. Kim był Szymon Grunau? Dominikaninem. Urodził się w Tolkmicku w latach 50. lub 60. XV wieku. W latach 80. wstąpił do konwentu elbląskiego, w którym pobierał pierwsze nauki. Był lektorem m.in. w konwencie gdańskim, a później pełnił funkcję kaznodziei generalnego. To dawało mu prawo do głoszenia kazań w całej prowincji. – Tekst kronik zaświadcza o jego licznych podróżach – wskazała prelegentka. Pisanie rozpoczął najprawdopodobniej w 1517 r., ale możemy się spodziewać, że wcześniej zbierał odpowiednie materiały. Pisanie kroniki zakończył w 1526 roku. – Postawił sobie pewne cele, o których miała ona zaświadczać. Były to: wiara w prawdziwego Boga i cierpienia Jego wyznawców, mądrość starożytnych o stworzonym świecie i obyczajach ludzkich, zgubne skutki pychy oraz ucisku poddanych spowodowanego tyraństwem władcy – wymieniła dr Możdżeń.

    Koloryzator dziejów?

    Obecnie kroniki Grunaua są ciekawym źródłem wiedzy jedynie dla części historyków. Przez niektórych badaczy uznawany jest on za… kłamcę, który wymyślał fakty i dowolnie nimi żonglował, tworząc nieistniejące wydarzenia. Jeśli tak było naprawdę, to dla historyka, badacza faktografii, jest ona bezużyteczna. Dla historyka mentalności, który bada to, w jaki sposób pisano o wydarzeniach i jak ustnie przekazywano lokalne tradycje, jest prawdziwą skarbnicą wiedzy! Kronika pokazuje mentalności nie tylko dominikanina, ale i środowiska, w którym żył. Na pamięć kolejnych pokoleń o wojnie trzynastoletniej (1454–1466) w dużej mierze wpłynął dobór legend, na nawet plotek, jakie spisał Grunau. Pamiętać ją mógł jedynie z lat dziecinnych oraz z domu, w którym o niej opowiadano. Nie możemy jednak pominąć tego, że w kronikach uwzględnił także relacje dwóch świadków podpisania pokoju toruńskiego – Jana Lindaua i Jana Długosza. Obaj w czasie rokowań pełnili funkcje dyplomatyczne. Czas po 1466 r. dominikanin ukazuje bardzo idealistycznie. – Kronikarz pisał, że był to bardzo dobry okres w dziejach Prus. A należy zaznaczyć, że takie stwierdzenie należy u niego do rzadkości – wskazała prelegentka. Według jego zapisów ludzie sobie pomagali, ciepło było aż do św. Katarzyny, w kolejnym roku nastąpił duży urodzaj, a w lasach było dużo zwierzyny. To zaś kontrastuje z dorosłym okresem życia dominikanina. Był to czas wojen, reformacji i rozpadu wartości moralnych. Według Grunaua były to wydarzenia zapowiadające nadchodzący sąd ostateczny. – Można tu podejrzewać efekt psychologiczny. Większość z nas okres dzieciństwa wspomina raczej pozytywnie i w pewnym stopniu go idealizuje. Być może i tu mamy do czynienia z tym sposobem interpretacji wydarzeń – przyznała dr Możdżeń.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół