• facebook
  • rss
  • Z Panem Bogiem do końca…

    Agata Bruchwald

    |

    Gość Elbląski 04/2017

    dodane 26.01.2017 00:00

    Był wzorem dla ministrantów. W obliczu ciężkiej choroby nie zdjął białej alby. Cierpiał, trwając przy Chrystusie.

    Jan Paweł II w czasie audiencji generalnej 1 sierpnia 2001 roku powiedział: „Ministrant zajmuje uprzywilejowane miejsce podczas nabożeństw liturgicznych. Kto służy do Mszy św., występuje publicznie we wspólnocie. Doświadcza z bliska, że Jezus Chrystus jest obecny i działa w każdym akcie liturgicznym. Jezus jest obecny, kiedy wspólnota się gromadzi, by modlić się i sławić Boga”. Kilka miesięcy później 10-letni Patryk Macal postanowił zostać ministrantem. Z bratem Karolem służył przy ołtarzu w parafii św. Wojciecha w Kwidzynie. Ta przygoda trwała kilka lat. 29 stycznia 2017 roku minie piąta rocznica śmierci Patryka.

    Żyć pełnią życia

    „Patryk zasłużył na to, by świat usłyszał jego historię” – tak Marta, jego koleżanka, napisała w krótkim wspomnieniu, jakie zostało umieszczone na stronie internetowej parafii Miłosierdzia Bożego w Kwidzynie. – Patryk pokazał, że można być blisko Pana Boga i żyć w radości. Do tego nie trzeba się zaćpać, zapić. Można żyć normalnie i mieć w życiu cele. Doświadczony chorobą – bez buntu – trwał przy Panu Bogu. To wzór dla innych – wspomina ministranta ks. Janusz Kilian, proboszcz parafii Miłosierdzia Bożego w Kwidzynie, były proboszcz parafii św. Wojciecha. Patryk zachorował tuż po rozpoczęciu nauki w liceum. Diagnoza była szokująca – nowotwór złośliwy. Chłopak rozpoczął leczenie w klinice onkologii w Bydgoszczy. – Gdy chorował, do parafii przyjeżdżałem jako kleryk. Postęp choroby był widoczny. Po kolejnych chemiach Patryk stracił włosy – mówi ks. Sławomir Milde. – Choroba go nie zmieniła. Był, tak jak wcześniej, radosny. Ta radość z niego emanowała. Nie powiem, że się pogodził z chorobą, ale przeżywał ją w sposób, jaki po ludzku trudno wytłumaczyć, dzięki łasce Pana Boga – w radości. I przede wszystkim z Panem Bogiem – opowiada ks. Sławomir. – Nie wstydził się nawet braku włosów. – Nie bał się rozmawiać o przyszłości, o tym, co może się zdarzyć – przypomina ks. Janusz Kilian. Patryk mówił: „Niech się dzieje wola nieba, z nią się zgadzać trzeba” albo „Co cię nie zabije, to cię wzmocni”.

    W służbie parafii

    – Pamiętam Triduum Paschalne w 2011 roku – wspomina ks. Piotr Radomski. – Musieliśmy przygotować liturgię, Patryk zapytał, czy może w niej uczestniczyć. Zapytałem więc go – jako doświadczonego ceremoniarza – czy zająłby się przygotowaniem i poprowadzeniem tej liturgii. Ujęło mnie, jak duży autorytet miał wśród ministrantów i lektorów. Liturgia była dla niego czymś ważnym, widziałem, jaką radość sprawia mu przeżywanie tego czasu w kościele. Czas, jaki minął od śmierci Patryka, z pewnością zatarł wiele szczegółów ze wspomnień o nim. Jednak to, co zapisało się w pamięci osób go znających, potwierdza, że do swojej posługi ministranckiej podchodził bardzo poważnie. – Zawsze był sumienny i obowiązkowy. Na niego można było liczyć i mimo młodego wieku był bardzo konkretny – przypomina ks. Sławomir Milde. Po prostu wiedział, o co chodzi, czego chce. Doskonale znał zakres obowiązków, jakie do niego jako ceremoniarza należą. Był zawsze dyspozycyjny dla parafii. – Mimo młodego wieku był bardzo wierzący. Nawet wiedząc, że śmierć jest blisko, nie miał żalu do Pana Boga. Uważał, że musi być tak, jak Pan Bóg chce – wspomina Stefania Stępień. W kościele św. Wojciecha pracowała jako zakrystianka.

    Na studniówkę już nie poszedł

    Przed ostatnim wyjazdem do kliniki udał się z rodzicami do Gietrzwałdu, by tam szukać pomocy i sił w cierpieniu. – Relacja między Panem Bogiem a nim była widoczna – zaznacza ks. Janusz Kilian. Od momentu Pierwszej Komunii aż do śmierci Patryk co niedzielę przystępował do Komunii Świętej i raz w miesiącu do spowiedzi. Za każdym razem pobyt w szpitalu rozpoczynał spotkaniem z księdzem, przyjęciem Komunii Świętej. Do spotkania z Panem Bogiem zapraszał też inne dzieci przebywające – tak jak on – na oddziale onkologicznym. Ks. Janusz Kilian przypomina pewne zdarzenie. Jechał z ministrantami samochodem. W radiu podano informację o aferze z udziałem pewnego księdza. Wyłączył je, by chłopcy tego nie słuchali. Na to Patryk powiedział: „Proszę księdza, mnie żaden ksiądz nie zgorszy. Ja i tak będę chodził do kościoła. Do kościoła nie chodzę dla księdza. Chodzę dla Pana Boga i dla siebie”. Stan zdrowia Patryka bardzo się pogorszył w sobotę rano 21 stycznia 2012 roku. Ksiądz Dariusz, kapelan kliniki w Bydgoszczy, namaścił chłopca olejami świętymi i udzielił Komunii Świętej. Z prośbą o zdrowie dla Patryka została odprawiona Msza św. „Patryś jak bohater kroczył bardzo krętą ścieżką choroby, a ja podziwiałam jego podejście, bo znosił wszystko i walczył do samego końca. Wierzę, że tego ostatniego wieczoru, choć w małym stopniu, czekał też na mnie. Ciepło jego dłoni zamkniętej w mojej, szmer oddechów, pikanie całej aparatury, do której był podłączony, i półmrok sali przepełnionej miłością i ludźmi, dla których wiele znaczył – ten obraz oraz czas, który został nam dany, by się pożegnać, zostaną we mnie na zawsze”– napisała Marta. Patryk odszedł w niedzielę, 29 stycznia, o 0.45. Jego rodzice powiedzieli: „dzień, kiedy Patryk nas opuścił, był w jakiś sposób zaplanowany. Cierpliwie czekał na Karola (brata), mimo swego bólu pozwolił mu cieszyć się studniówką. Może dlatego, że swojej nie przeżył, bo nie mógł być obecny. Czekał na wszystkich, których kochał. Byli chrzestni, najbliższa rodzina, czekał również na swojego proboszcza Janusza, którego bardzo szanował”.

    Być światłem

    – Patryk nigdy nie wykorzystywał choroby do zwolnienia z zajęć. Nie poddawał się, maturę zdawał w domu, bo był po operacji. Planował dalszą naukę – mówi ks. Piotr Radomski. „Często ministrant trzyma w ręku świecę. Jakże nie myśleć o tym, co powiedział Jezus w Kazaniu na Górze: »Wy jesteście światłem świata« (Mt 5,14). Wasza posługa nie może ograniczyć się do pomieszczeń kościoła. Powinna promieniować w życiu codziennym: w szkole, w rodzinie i w przeróżnych środowiskach społecznych. Kto bowiem chce służyć Jezusowi Chrystusowi w kościele, powinien być wszędzie Jego świadkiem”– tłumaczył młodym Jan Paweł II. „Dzięki niemu jestem wdzięczna Bogu za każdy nowo rozpoczęty dzień. Nauczył mnie doceniać życie i ludzi, których miejsce w moim świecie nie jest przypadkowe” – przyznała Marta. Ks. Janusz Kilian przyznaje, że Patryk miał głęboką wiarę. – W rozmowach, które z nim prowadziłem, nie uciekał od trudnych tematów. Rozmawialiśmy szczerze. Byłem zbudowany jego postawą – wspomina. I dodaje, że dziś Patryk może być wzorem do naśladowania dla młodzieży. Dla Marty „pięknym podsumowaniem jego życia wśród nas” byłoby nazwanie Patryka patronem młodych. „Od śmierci Patryka minęło już sporo czasu, jednak im więcej mija dni, miesięcy, tym bardziej uświadamiam sobie, że z odejściem niektórych osób po prostu nie sposób się pogodzić. Za życia był przyjacielem, teraz jest moim Aniołem Stróżem” – wyznała dziewczyna. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół