• facebook
  • rss
  • Znów grają

    Łukasz Sianożęcki

    |

    Gość Elbląski 15/2017

    dodane 13.04.2017 00:00

    – Naprawianie takiego instrumentu to często benedyktyńska praca – opowiada organmistrz Andrzej Kowalewski.

    W Niedzielę Palmową, po trwającym niemal dwa lata remoncie, ponownie zabrzmiały organy w kościele św. Jakuba Apostoła w Tolkmicku. Przywrócenie do stanu świetności tego liczącego już 115 lat instrumentu, który powstał w słynnej elbląskiej firmie organmistrzowskiej Terletzki–Wittek, podjął się Andrzej Kowalewski, organmistrz z Braniewa.

    Tolkmickie organy są jednym z nielicznych w tej okolicy dobrze zachowanych instrumentów pneumatycznych. Są także jednym z cenniejszych małych instrumentów w regionie, zarówno jeśli chodzi o wygląd, jak i brzmienie. Pracy przy nich jest mnóstwo, gdyż mają ponad 1300 piszczałek, z których największa, drewniana, liczy 5 metrów długości. Nie wszystkie są, niestety, oryginalne, bo część została rozkradziona podczas II wojny. – Początkowo miało to być jedynie odświeżenie instrumentu, ale kiedy rozpoczęły się prace, zdecydowaliśmy, że przeprowadzimy jednak kompleksowy remont – mówi ks. Józef Grochowski, proboszcz parafii w Tolkmicku. Dlatego też prace tak rozciągnęły się w czasie. – Większość z nich wykonujemy ręcznie, można powiedzieć, że jest to benedyktyńska praca – wyjaśnia pan Andrzej. – Wykorzystujemy wprawdzie prąd i zdobycze techniki, ale materiały i sposób wykonania pewnych rzeczy musi być taki sam jak wtedy, kiedy instrument powstał. Ostatni remont organy przechodziły, gdy proboszczem parafii był ks. Janusz Tomasik, czyli kilkadziesiąt lat temu. – Teraz chcemy przywrócić prawidłowe brzmienie instrumentu. Część piszczałek grała źle lub nie grała w ogóle – zauważa organmistrz. Za taki stan rzeczy odpowiada głównie drewnojad kołatek. Ten maleńki owad niszczy wszystko, co jest z drewna. – Kołatek drąży w piszczałkach dziurki wielkości główki szpilki. Latem odfruwa, ale larwy zostają i żywią się drewnem, niszcząc w ten sposób instrument – wyjaśnia A. Kowalewski. Znakiem pobytu kołatka w instrumencie są właśnie niewielkie otwory na zewnątrz. – Jeśli na powierzchni jest kilkadziesiąt lub kilkaset takich otworów, możemy być pewni, że w środku jest próchno. Taka piszczałka wydaje bardzo zniekształcony dźwięk lub nie wydaje go wcale – zwraca uwagę pan Andrzej. Jeśli nie da się takiej piszczałki uratować, wówczas od podstaw wykonuje się nową. – To nazywa się odtworzeniem piszczałki. Robimy ją bowiem dokładnie w takich samych wymiarach, według tego samego wzoru, wykorzystując taki sam rodzaj i słój drewna – wylicza ekspert. Oprócz drewnolubnego owada swoją cegiełkę do zużycia organów dorzucił także czas. – Organy to nie tylko piszczałki, to również m.in. tysiące mieszków. Ich żywotność także dobiegła końca – mówi. A. Kowalewski. Choć – jak wyjaśnia specjalista – są one wykonane z bardzo dobrej skóry, jej okres użytkowania to około 80 lat. Tymczasem tolkmickie organy już jakiś czas temu przekroczyły tę barierę. – Choć niektóre z mieszków były wymieniane w czasie wspomnianego remontu w latach 80., to jednak teraz wymieniamy je wszystkie, aby przynajmniej na jakiś czas nie było z tym problemu. Tolkmickie organy nie należą ani do największych, ani do najstarszych w okolicy. Ale i tak są wyjątkowe. – Są po prostu idealnie dopasowane gabarytowo do tej świątyni. Organy można bowiem porównać do orkiestr: są wielkie i kameralne. Te organy są kameralne, mają 20 głosów i kapitalnie brzmią we wnętrzu tego właśnie kościoła – tłumaczy pan Andrzej. Od tegorocznej Wielkanocy można się ponownie o tym przekonać, odwiedzając Tolkmicko.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół