• facebook
  • rss
  • Goście idą z pampersami

    ks. Marek Piedziewicz

    |

    Gość Elbląski 34/2017

    dodane 24.08.2017 00:00

    „Bardzo chcemy wszystkich prosić, by nam kwiatów nie przynosić...” – podobne słowa można coraz częściej znaleźć na ślubnych zaproszeniach. Zamiast bukietów narzeczeni proszą o książki, artykuły szkolne czy kupony totolotka. Anna i Andrzej poprosili o... pieluchy.

    To już dla siebie zbieracie? – wspomina reakcje krewnych i znajomych Andrzej Kobylski. „Dobrze doczytajcie tekst z zaproszenia” – musiał im zwracać uwagę.

    Ania z Andrzejem nie myśleli wówczas o własnej rodzinie. Zebrane podczas ślubu pieluchy i akcesoria dla niemowląt postanowili zebrać i przekazać fundacji Bractwo Małych Stópek. – Tam trafią do kobiet, które stanęły przed życiowym dylematem: dokonać aborcji czy urodzić? A że często są samotne i w trudnej sytuacji materialnej, nawet taka forma pomocy okazuje się dużym wsparciem – zaznacza Andrzej.

    Małżonkowie poznali się na pieszej pielgrzymce do Częstochowy w 2014 roku. – Wędrowaliśmy wówczas z grupą Katedra Elbląg. Dwa lata później, właśnie na Jasnej Górze, w dniu zakończenia pielgrzymki, przed obrazem Matki Bożej Andrzej poprosił mnie o rękę – wspomina Ania.
    – Kiedy planowaliśmy nasz ślub, bardzo szybko wpadliśmy na to, żeby poprosić naszych gości, by zamiast kwiatów, wina, książek i tym podobnych rzeczy przynieśli nam coś, co będzie pomocą dla innych. Nie oznacza to, oczywiście, że zrezygnowaliśmy z tradycyjnych podarków dla nas samych – śmieje się Andrzej.

    Ten pomysł wiąże się z pieszą pielgrzymką na Jasną Górę z 2014 roku. Na trasę przyjechali wtedy wolontariusze fundacji Bractwo Małych Stópek z ks. Tomaszem Kancelarczykiem, duchowym opiekunem. – Mówili o swojej pracy, dawali świadectwo zaangażowania. Ksiądz Tomasz wspominał, że jako katolicy nie możemy poprzestać tylko na zwerbalizowaniu własnych przekonań i wartości. że słowa należy poprzeć czynem. Mówił też o tym, że jego fundacji udało się uratować przed aborcją kilkoro dzieci dzięki temu, że zapewniła ona ich matkom (często porzuconym i zostawionym z „problemem” samym sobie) roczny zapas pieluch dla niemowląt. To dawało do myślenia. I zapadało w serca – wspominają małżonkowie.

    – Tamta pielgrzymka nie tylko dała początek naszemu związkowi, ale stała się również inspiracją do takiej formy pomocy dla fundacji i ruchów pro life – mówi Anna. – Nie wiedzieliśmy, jakich reakcji możemy się spodziewać. Wiadomo: nie wszyscy nasi bliscy i przyjaciele patrzą na kwestię obrony życia tak jak my. Byliśmy jednak z Anią zdziwieni, że w zasadzie wszyscy goście weselni spełnili naszą prośbę. Ci, którzy podzielają nasze wartości, pozytywnie odnosili się do tego pomysłu. A ci, którzy ich nie podzielają, nie krytykowali go – dodaje Andrzej.

    – Gdybym sama znalazła się w takiej sytuacji jak kobiety, którym chcieliśmy pomóc, czułabym się wdzięczna za wsparcie. Ono jest co prawda cząstkowe, ale jednocześnie konkretne. Daje jakiś rodzaj poczucia bezpieczeństwa. Okazuje się także skuteczną formą pomocy, jak mówił o tym ks. Kancelarczyk – podkreśla Anna. – Ostatecznie nikt nas nie zawiódł. A widok pięknie ubranych gości weselnych niosących pieluchy i kosmetyki dla dzieci był zabawny i napawający wielką radością – mówią młodzi małżonkowie.

    Ania z Andrzejem pobrali się w lipcu 2017 roku. Ich pielgrzymkowa miłość także w tym roku zaprowadziła ich na trasę do Częstochowy. Wędrowali z grupą Katedra Elbląg, w której się poznali, a także Adalbertus Prabuty-Susz, gdzie wcześniej wędrował Andrzej. Na Jasną Górę weszli w strojach ślubnych; Anna – w pięknej sukni, Andrzej – w mundurze marynarskim. Podczas Eucharystii wieńczącej pielgrzymkę stali przed tym samym ołtarzem, przed którym rok wcześniej Andrzej oświadczył się Annie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół