• facebook
  • rss
  • 411 par, które głosiły kerygmat

    Agata Bruchwald

    |

    Gość Elbląski 35/2017

    dodane 31.08.2017 00:00

    Mówili o tym, co Bóg uczynił w ich życiu.

    Poświęcili prawie dwa tygodnie lata, by głosić kerygmat. Najpierw było przygotowanie. Później głoszenie. Przez ostatnie trzy dni dzielono się świadectwem. – Mówiliśmy jedną podstawową prawdę o tym, że Bóg kocha każdego człowieka, każdego grzesznika – opowiada pan Wiesław ze wspólnoty neokatechumenalnej w Malborku.

    Posłani zostali z Puław. 411 par wyruszyło do różnych miejsc w Europie. Znaczna część osób została w Polsce. – Losowano, kto z kim i gdzie pójdzie. Ja byłem na Śląsku, w Rydułtowach i Pszowie. Gdybym nie miał mapy, nie wiedziałbym, gdzie to jest – mówi pan Krzysztof ze wspólnoty neokatechumenalnej w Kwidzynie. Na Śląsk wyruszył z Mateuszem, aspirantem do seminarium Redemptoris Mater. Przez tydzień żyli bez pieniędzy, telefonu komórkowego, kart kredytowych. Otrzymali jedynie pewną kwotę na bilet, by móc dojechać do wylosowanego miejsca. I z niego wrócić. Głoszenie kerygmatu rozpoczynali od poinformowania o swojej misji proboszcza miejsca. – W każdym środowisku byliśmy różnie odbierani. My pojechaliśmy tam, gdzie religijność jest naturalna, tradycyjna – zaznacza pan Krzysztof. Ich głównym zadaniem była modlitwa za ludzi żyjących w miejscowościach, do których dotarli. – Posyłał nas biskup lubelski Mieczysław Cisło, ale nie mieliśmy żadnego dokumentu. Mieliśmy jedynie krzyże misyjne – tłumaczy. – Naszym celem było iść i przyjąć trochę upokorzenia. O wszystko musieliśmy prosić. Często spotykaliśmy się z odmową – kontynuuje pan Wiesław. – Jedyną rzeczą, którą mogliśmy robić, to dawać świadectwo tego, co Bóg zrobił w naszym życiu. Jedni chcieli słuchać, inni nie. – Pan Bóg zawsze kierował tak, że trafialiśmy do właściwych osób – zaznacza pan Wiesław. Głoszący bardzo często spotykali osoby, które miały podobne problemy, jakie oni sami już przezwyciężyli. – To jest niezwykłe doświadczenie. – Każdy dzień był inny – nieprzewidywalny. Ale miały one cechę wspólną. Czuliśmy, że Pan Bóg jest z nami, a osoby ze wspólnoty wspierają nas swoją modlitwą. To jest nie tylko moja opinia, ale wszystkich, którzy byli na misji – wskazuje pan Wiesław. – Jestem wdzięczny Bogu, że pozwolił nam odbyć tę misję, ale także za to, że nigdy nie mieliśmy w sobie złości, bo np. ktoś nie chciał nas słuchać, myślał inaczej niż my. To jest możliwe. Chrystus daje człowiekowi taki pokój – podsumowuje pan Krzysztof.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół