Nowy numer 43/2020 Archiwum

Pomagali chyba wszyscy

W kilka chwil stracili wszystko. Cały dobytek życia zabrały płomienie. - Może gdybym był wtedy w domu, uratowałbym coś więcej - zastanawia się Lech Urbankiewicz, ciężko przełykając ślinę. Jego żona Jolanta na wspomnienie dnia pożaru również spuszcza wzrok. - Nie będę ukrywać, że to był bardzo ciężki okres. W dni zaraz po czułam się jakbym żyła na innej planecie. Na szczęście Pan Bóg był z nami przez cały czas - mówi.

 

Od dnia pożaru minęło półtora miesiąca. Rodzina Urbankewiczów powoli staje na nogi. Mieszkają nadal w Jazowej, niedaleko swojej dawnej posiadłości. – Stało się to możliwe dzięki pomocy państwa Sylwestra i Teresy Ancewiczów, którzy oddali nam do dyspozycji swój stary dom i dzięki staraniom pana Jacka Michalskiego, burmistrza Nowego Dworu Gdańskiego, który przekształcił go w lokal socjalny – opowiada pani Jolanta. – To naprawdę jest bardzo ważne, że możemy być tak blisko naszego dawnego domu – dodaje pan Lech.

Z dnia na dzień rodzina urządza swoje nowe lokum. Mają już niemal wszystkie niezbędne sprzęty do normalnego funkcjonowania. Wkrótce otrzymają meble do kuchni, które zaoferowały im dwie duże elbląskie firmy meblarskie. Pomagali chyba wszyscy   Z pożaru nie ocalały prawie żadne przedmioty osobiste Łukasz Sianożęcki /Foto Gość Jak mówią, szczególnym zaskoczeniem była też pomoc ze strony osób, od których tej pomocy by nie oczekiwali. – Można powiedzieć, że nie znaliśmy ich, sądziliśmy, że jesteśmy dla nich obojętni, ale kiedy straciliśmy dom, pokazali całkiem odmienne oblicze – wspomina J. Urbankiewicz.

– W tych dniach po pożarze, ale tak naprawdę do teraz – to cały czas trwa – dostajemy pomoc z tak różnych stron: od rodziny, przyjaciół, od osób, z którymi nie utrzymywaliśmy kontaktu codziennego. Niektórzy już dzień po pożarze byli u nas – wylicza syn. – Pomagają też szkoły, do których kiedyś uczęszczałem, wspólnoty młodzieżowe, nawet te, do których nie należę, i tak dalej... Wymieniać mógłbym chyba bez końca – nie wiem też, ile osób się za nas modliło, dorzuciło do licznych zbiórek "wdowi grosz", który – jak wierzę – jest najwięcej wart w świecie materialnym – dodaje Radek. – Wydaje mi się, że chyba w naszej okolicy nie ma ludzi, którzy by nam nie pomogli – uśmiecha się pani Jolanta.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama