Nowy numer 46/2019 Archiwum

Przepadłam już pierwszego dnia

– Pan Jezus na misjach poszerza serce – mówi Agnieszka Gosieniecka, która posługiwała w domu samotnej matki na Ukrainie.

W zasadzie to nie na takie misje chciała jechać. Nie wyobrażała sobie pracy z dziećmi. Po pięciotygodniowym przebywaniu w domu samotnej matki na Ukrainie Agnieszka Gosieniecka mówi jednak: – Wpadłam jak śliwka w kompot już pierwszego dnia – śmieje się. – Zakochałam się po prostu, a na koniec w ogóle nie chciałam wyjeżdżać. Dziś planuje już kolejny wyjazd w to samo miejsce na kilka dni, a w przyszłości chciałaby zostawić dotychczasowe życie i poświęcić się misjom.

Tak Bóg się nami posługuje

Dom Samotnej Matki w Korotyczu niedaleko Charkowa prowadzą siostry małe misjonarki miłosierdzia, czyli orionistki. – Często powtarzają, że ten dom utrzymuje Pan Jezus. Na początku myślałam sobie, że to takie „kościółkowe gadanie”, które sprawdza się, kiedy trzeba opowiadać o swojej pracy. Pięć tygodni posługi tam uświadomiło mi, że to szczera prawda – opowiada Agnieszka. Przez sześć lat, od kiedy prowadzony jest ten dom, siostry nie kupiły do niego ani jednej rzeczy. – Gdy tylko czegoś brakowało, zaraz się znajdowało. Oczywiście działo się to dzięki pomocy dobrych ludzi, ale przecież Pan Bóg właśnie tak się nami posługuje – dodaje.

– W domu są całe pokoje wypełnione rzeczami niezbędnymi dla dzieci, jak pieluchy, kosmetyki, chemia, wszystko z darów... Podopieczne domu muszą mieć pracę. Za pobyt u sióstr nie płacą jednak nic, są całkowicie na utrzymaniu prowadzących ośrodek. – Chodzi o to, aby odciąć je zupełnie od środowisk, z których wyszły i które doprowadziły je do tego, że trafiły w to miejsce – opowiada A. Gosieniecka. Nikt nie przychodzi do sióstr dlatego, że chce, ale dlatego, że zostaje do tego zmuszony przez życie. Matki, które trafiają do domu orionistek, to bardzo często osoby ze skomplikowanymi życiorysami.

– Niejednokrotnie są to kobiety z uzależnieniami, którym służby odbierały dzieci, a za którymi siostry wstawiały się w sądach, zapewniając, że zaopiekują się i dziećmi, i nimi samymi – wyjaśnia.

Siostry robią tam cuda

Pierwsza refleksja, jaka przychodzi Agnieszce do głowy po tych pięciu tygodniach, to myśl, że Pan Jezus na misjach „prostuje i poszerza serce”.

– Już na samym początku siostra Renata powiedziała mi: „Pamiętaj, na misji spędzaj dużo czasu w kaplicy” – wspomina. Praca w tego rodzaju domu jest ciężka nie pod względem fizycznym, ale emocjonalnym. Siostry więc otaczały misjonarkę szczególną opieką. – Po to, abym nie wypaliła się już po dwóch tygodniach – uśmiecha się Agnieszka. W domu niemal co chwilę jakiś problem czeka na rozwiązanie. Każda z podopiecznych to przecież osobny, bardzo często niełatwy charakter. – Trzeba umieć sobie z tym poradzić, umieć się w jakiś sposób odłączyć i potrafić utrzymać pewien dystans – dodaje. Jak zauważa Agnieszka, siostrom zależy na każdej z podopiecznych. Troszczą się zarówno o te świeżo przybyłe, jak i o te, które już są u nich dłuższy czas, utrzymują kontakt z tymi, które już wyszły z ośrodka i radzą lub próbują radzić sobie same. – Siostry robią tam prawdziwe cuda, aby te dziewczyny wyprowadzić na prostą i dać im na nowo żyć – podkreśla.

Choć może się wydawać, że pięć tygodni to nie aż tak wiele, to jednak Agnieszce to wystarczyło, aby zżyć się z mieszkańcami domu w Korotyczu. Gdy opowiada o swoim wyjeździe znajomym ze swojej parafii św. Jerzego w Elblągu, bez zająknięcia wymienia imiona wszystkich kobiet i ich dzieci. – Nie zapomnę kolacji, którą dziewczyny przygotowały mi na pożegnanie – wspomina. – Cały dzień stały w kuchni i wymyślały potrawy. Wystawiona została najlepsza zastawa, jaką mają siostry, wszyscy pięknie się wyszykowali, wzruszeń i emocji było co niemiara – wspomina. Na koniec Agnieszka jeszcze raz z uśmiechem podkreśla, że „przepadła pierwszego dnia”. Przez czas misji ani razu nie myślała, że chce już wracać do domu. Kiedy jednak misje zakończyły się, pojechała odprawić rekolekcje ignacjańskie. – To tam przyszło mi natchnienie, aby od następnego roku zamknąć swoją firmę i jechać posługiwać do Korotycza. Nie wiem jeszcze, na jak długo – na pół roku, na rok czy może na całe życie – podsumowuje.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama