Nowy numer 38/2021 Archiwum

U siebie, ale inaczej

– Żeby odpocząć, nie potrzeba wiele. Wystarczy się zatrzymać, poczuć odrobinę spokoju – zapewniają.

Dni za murami Zakonu Mniszek Klarysek od Wieczystej Adoracji w Elblągu mają swój określony rytm – pobudka, wspólne modlitwy, Msza św., indywidualna adoracja Najświętszego Sakramentu, wspólnie spożywane posiłki... Ale w ciągu roku przychodzi także czas na wakacje. Trwają one tydzień, a siostry najczęściej planują je w miesiącach letnich. Wtedy indywidualnie organizują swój czas, pozostając jednocześnie w klasztornych murach. Nie jest im jednak żal, że nie mogą donikąd wyjechać, bo – jak mówią – do życia w tym miejscu zostały powołane.

Mogą w tym czasie sięgnąć po zaległą lekturę czy obejrzeć film. Z drugiej strony mogą spać tyle czasu, ile potrzebują i kiedy chcą. – W wakacje bardzo lubię to, że nie trzeba nastawiać budzika. Mogę wstać o dobrowolnej porze, ale wtedy najczęściej budzę się... bardzo wcześnie – mówi s. Agnieszka.

W tym wolnym tygodniu siostry wspólnie z innymi mniszkami uczestniczą jedynie we Mszy św. i według wcześniej ustalonego planu trwają na adoracji Najświętszego Sakramentu – po godzinie w dzień i w nocy. Z pozostałych codziennych modlitw nie są zwolnione, ale mogą je odmawiać w dogodnym dla siebie momencie. Dużo czasu spędzają w ogrodzie – w ciągu roku nie mają do tego zbyt wielu okazji. Siostra Franciszka, która we wspólnocie jest od 40 lat, zapewnia, że na łonie natury doskonale brzmi Psalm 8: „Gdy patrzę na Twe niebo, dzieło Twych palców, księżyc i gwiazdy, któreś Ty utwierdził: czym jest czło- wiek, że o nim pamiętasz, i czym – syn człowieczy, że się nim zajmujesz?”.

– Obecnie wiele nie planuję, bo każdy dzień jest inny. Kilka lat temu lubiłam wcześnie wstawać i, chodząc po ogrodzie, odmawiać brewiarz – wspomina s. Gaudia, matka przełożona elbląskiej wspólnoty. Dodaje, że w wolnej chwili lubi... pielić ogród. – Ja w tym czasie zrobiłam sobie „pustelnię”. Zamknęłam się jeszcze bardziej niż w inne dni roku, bo od czasu do czasu brakuje mi tego, żeby ludzi w ogóle nie widzieć i mieć totalną ciszę. W zakonie dużo czas spędzamy na wspólnej modlitwie. Momentów samotności, ciszy jest bardzo mało. W swoje wakacje nie wychodziłam nawet do ogrodu. Zamknęłam się w swoim pokoju i byłam sama z Panem Bogiem. Nie widziałam, ani nie słyszałam nikogo. Taką miałam potrzebę – podsumowuje s. Anna.

A jak jest z powrotem do codziennych obowiązków po wakacjach? – Gdy człowiek wychodzi z obowiązującego rytmu dnia, czuje się rozluźniony. Wrócić do niego było mi ciężko, robiłam to powoli – przyznaje s. Jolanta i z uśmiechem dodaje, że marzyła o jeszcze jednym wakacyjnym tygodniu.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama