• facebook
  • rss
  • Gościom z lasu mówimy „nie”

    Łukasz Sianożęcki

    |

    Gość Elbląski 41/2015

    dodane 08.10.2015 00:00

    Z dzikami wchodzącymi na zamieszkane osiedla nie radziły sobie ani policja, ani straż miejska. Dlatego postawiono ogrodzenie.

    Pierwszy w Polsce eksperymentalny płot chroniący mieszkańców miasta przed dzikami wchodzącymi na zamieszkane tereny, działa bez zarzutu. Mieszkańcy elbląskiego osiedla „Nad Jarem” chwalą inwestycję. – Normalnie o tej porze roku i o tej godzinie już by buszowały w pobliżu – mówi pani Alicja, mieszkanka tej dzielnicy. Jak mówi, dziki zazwyczaj przychodziły na teren blokowiska późnym popołudniem lub wczesnym wieczorem. – Nigdy nie zapomnę chwili, gdy wyprowadzałam psa na wieczorny spacer. Otworzyłam drzwi od klatki schodowej, a metr ode mnie stał potężny dzik. Patrzył mi prosto w oczy – opowiada.

    Tuż za nim pani Alicja doliczyła się jeszcze 12 małych warchlaków. – Panowała niemal zupełna cisza. Słychać było tylko chrupanie pestek od śliwek, które wyjątkowo upodobały sobie zwierzęta. Pani Alicja uważa, że to właśnie owoce z rosnących tutaj dziko drzew przyciągają dziki. – Ale nie tylko – wtrąca pani Jolanta, która mieszka w bloku obok. To także skutek nieodpowiedzialności części mieszkańców. – Niektórzy je po prostu dokarmiali – przyznaje mieszkanka osiedla. – Ludzie rozsypywali chleb przy śmietnikach i dziki przychodziły tam jak do paśnika. Zwierzęta nie tylko pożywiały się owocami i chlebem, ale również niszczyły przydomowe ogródki oraz zieleńce. – Tutaj wszystko było zryte, jakby ciągnik z pługiem przejechał – pani Alicja wskazuje na duży trawnik przy osiedlu. Olbrzymie szkody zwierzęta wyrządzały również na kwietnikach. – Jedna pani hodowała pod balkonem piękne róże. Nic z nich nie zostało – wspomina. Na początku ludzie próbowali na własną rękę płoszyć zwierzęta. – Ale po pewnym czasie one przestały się nas bać i na nas reagować – opowiada pan Waldemar. Gdy watahy dzików wpadały między bloki, mieszkańcy zaczęli wzywać straż miejską i policję. – Były takie tygodnie, że przyjeżdżali po pięć razy dziennie – mówi pan Waldemar. Mniej lub bardziej sprawnie policjantom czy strażnikom udawało im przegonić zwierzęta do lasu, ale one po jakimś czasie wracały. To było jak zabawa ciuciubabkę. – W pewnym momencie dziki były już tak sprytne, że jak tylko widziały nadjeżdżające radiowozy, same uciekały do lasu. Wracały na osiedle, gdy mundurowi odjechali – śmieje się pani Jolanta. Choć dziś mieszkańcy wspominają te wydarzenia z uśmiechem, wówczas wcale nie było tak wesoło. Najbardziej niebezpiecznie zrobiło się, gdy locha z młodymi weszła na teren znajdującej się w pobliżu osiedla szkoły podstawowej. – Dziki weszły na boisko jakby to było ich naturalne środowisko – opowiada pani Krystyna, pracownica szkoły. Mówi, że część dzieci nie zdawała sobie sprawy z zagrożenia. Gałęziami próbowały wypędzić zwierzęta z boiska. – Na szczęście zdążyliśmy szybko zwołać wszystkie dzieci do szkoły i wezwaliśmy policję. Po tym wydarzeniu władze miasta zadecydowały, żeby wokół szkoły rozlać specjalny płyn, który miał na długo odstraszać zwierzęta od przychodzenia na ten teren. Ale mieszkańcy osiedla domagali się skuteczniejszej ochrony. Po ich monitach magistrat i zarząd Spółdzielni Mieszkaniowej „Nad Jarem” postanowiły postawić płot i odgrodzić osiedle od lasu. – Jak na razie dziki nie przychodzą pod bloki – mówi pani Alicja i przyznaje, że to zasługa postawionego niedawno płotu. – Ogrodzenie ma strzec mieszkańców przed bezpośrednim kontaktem z dzikami, które w ostatnich latach pojawiły się na osiedlu. Ma też chronić tereny miasta i spółdzielni przed dewastacją przez te zwierzęta – mówi Joanna Urbaniak, rzecznik prasowy UM w Elblągu. Budowa ogrodzenia kosztowała 52,7 tys. zł, z czego 35 tys. zł. pochodziło z budżetu miasta. Pozostałą kwotę dopłaciła Spółdzielnia Mieszkaniowa „Nad Jarem”. Choć jak na razie ogrodzenie się sprawdza, mieszkańcy nie są do końca przekonani, czy z nastaniem przymrozków dziki nie znajdą innych dróg na osiedle. – Mogą wejść przez tereny domków jednorodzinnych – zwraca uwagę pani Jolanta. – Niektórzy nawet ucieszyliby się z ich powrotu – mówi pani Alicja. – Kiedy dziki przychodziły tu stadami, nasze osiedle było atrakcją turystyczną – śmieje się. Na tereny „Nad Jarem” zjeżdżali się ludzie z całego miasta, aby zrobić sobie zdjęcie z tymi zwierzętami. – Może teraz będą tu przyjeżdżali, żeby zrobić sobie zdjęcie z jedynym takim płotem w kraju – śmieje się pani Jolanta.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół