• facebook
  • rss
  • Nadal chcemy iść

    Łukasz Sianożęcki

    |

    Gość Elbląski 17/2017

    dodane 27.04.2017 00:00

    O tworzeniu odrębnej pielgrzymki, jeżdżeniu maluchem i czasie na wszystko mówi ks. Grzegorz Puchalski, pierwszy kierownik Elbląskiej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę.

    Łukasz Sianożęcki: Przed powstaniem diecezji elbląskiej pielgrzymi z naszego miasta wędrowali do Częstochowy wraz z pielgrzymką warmińską. Jak to się stało, że EPP istnieje jako oddzielny byt?

    Ks. Grzegorz Puchalski: Tego, aby istniała oddzielna pielgrzymka naszej diecezji, chciał pierwszy biskup elbląski ks. Andrzej Śliwiński. Na wiosnę 1992 roku poprosił mnie, wówczas neoprezbitera, o przygotowanie i poprowadzenie takiej pielgrzymki. Wcześniej byłem pilotem pielgrzymki warmińskiej, więc ksiądz biskup liczył na moje doświadczenie. Tych kilka miesięcy to było jednak zbyt mało, żeby zorganizować pielgrzymkę, więc poprosiłem o rok zwłoki. W tamtym czasie poszliśmy więc jeszcze razem z grupą warmińską, lecz od kolejnego roku istniała już osobna Elbląska Pielgrzymka Piesza.

    Ilu pielgrzymów szło w I EPP?

    Kiedy chodziliśmy jeszcze z warmińską, pielgrzymów z terenów należących do powstałej wówczas diecezji elbląskiej było ok. 450. Kiedy stworzyliśmy naszą pielgrzymkę, nastąpił znaczny skok ilościowy i praktycznie od razu mieliśmy ponad 600 osób. To potwierdziło, że warto było oddzielić te pielgrzymki i zrobić swoją. W najlepszym momencie w EPP pielgrzymowało niemal 1000 osób. Wówczas kierownikiem był ks. Marek Witkowski. W następnych latach ta liczba nieco zmalała, ale dzięki działaniom i zaangażowaniu obecnego kierownika ks. Waldemara Maliszewskiego udało się tę tendencję zahamować i nie był to tak drastyczny spadek. W minionym roku na Jasną Górę weszło ponad 700 osób z naszej diecezji.

    Co było najtrudniejsze w tworzeniu nowej diecezjalnej pielgrzymki?

    Musimy pamiętać, że w tamtych czasach nie było telefonów komórkowych, GPS-ów i innych tego typu udogodnień. Trasę pielgrzymki należało przejechać samemu z mapą w dłoni, przeliczać kilometry, zapukać do każdego proboszcza i zapytać, czy parafia przenocuje pielgrzymkę lub przyjmie na obiad. Pamiętam, jak jeździłem swoim maluchem po tej trasie we wszystkie strony. Musieliśmy też zorganizować swoje własne zaplecze, służby sanitarne, medyczne i pilotaż. Logistycznie więc było to całkiem spore wyzwanie.

    A co się nie zmieniło przez 25 edycji?

    To, że ludzie nadal chcą pielgrzymować. To, że na tej trasie poszukują spotkania z Panem Bogiem. To, że wciąż chcą znaleźć czas dla Niego i dla siebie samych. Bo w dzisiejszym świecie bardzo często jesteśmy zabiegani. Brakuje nam czasu niemal na wszystko. A na pielgrzymce... Na pielgrzymce – to co innego. Tam jest czas na wszystko. I na modlitwę, i na rozmowę, na zabawę, na śmiech, na skupienie i łzy. • lukasz.sianozecki@gosc.pl

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół